MON jest w błędzie

Rozmawiała Karolina Zbytniewska
04.03.2009 , aktualizacja: 04.03.2009 17:20
A A A Drukuj
Rozmowa z Aleksandrem Szczygło, Szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego
Co sądzi Pan na temat rządowego planu cięcia wydatków w Ministerstwie Obrony Narodowej?

- Tegoroczny budżet resortu obrony będzie mniejszy od pierwotnie planowanego aż o 5 mld zł, czyli o 20%. Skalę cięć widać szczególnie wyraźnie, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że na realizację wydatków związanych z finansowaniem profesjonalizacji Sił Zbrojnych -kluczowego w obszarze bezpieczeństwa programu rządowego - pierwotnie przewidywano w tym roku kwotę w wysokości nieco powyżej 1,4 mld zł. A ponieważ większą część budżetu MON stanowią wydatki sztywne, to cięcia nieuchronnie dotyczyć będą strategicznych programów związanych z modernizacją i rozwojem Sił Zbrojnych. Już dziś można powiedzieć, że cięcia budżetowe uniemożliwią realizację zapowiedzi o zakończeniu profesjonalizacji polskiej armii do końca roku 2010. Dalsze ograniczenie budżetu MON odbije się niekorzystnie także na procesie wyposażania armii w nowoczesny sprzęt i uzbrojenie, a w konsekwencji spowoduje również osłabienie jej zdolności operacyjnych.

W ciągu ostatnich trzech tygodni odbyłem kilka spotkań z przedstawicielami różnych grup oraz środowisk związanych z polskim przemysłem zbrojeniowym i jestem pewien, że anulowanie lub nawet renegocjowanie długoletnich umów na dostarczanie dla Wojska Polskiego wyposażenia wpłynie negatywnie na kondycję tego sektora polskiej gospodarki. Dlatego właśnie uważam, że gwałtowne poszukiwanie oszczędności podczas późnowieczornych narad działającego pod dużą presją kierownictwa MON to - z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa - nie jest dobre rozwiązanie obecnych problemów finansowych państwa.

Chyba najbardziej kontrowersyjnym projektem rządu jest wycofanie polskich żołnierzy z misji zagranicznych. Czy udział w tych misjach przysłużył się pozycji Polski w NATO, UE i w świecie?

- Przykładem błędnego postrzegania strategicznych interesów naszego państwa jest zapowiedź wycofania naszych żołnierzy z misji w Libanie i na Wzgórzach Golan. Oszczędności z tego tytułu wyniosą w sumie kilkadziesiąt milionów złotych, a Polska na trwałe przestanie być obecna w jednym z najistotniejszych dla globalnego bezpieczeństwa regionów świata. Powstaje zatem pytanie, czy to się nam naprawdę opłaca? Niedawno spotkałem się z ambasadorem Republiki Libanu w Polsce. Podczas rozmowy dyplomata wielokrotnie podkreślał rolę i znaczenie naszego kontyngentu w misji stabilizacyjnej w Libanie. Przekonywał, że także dzięki zaangażowaniu naszych żołnierzy w to przedsięwzięcie Polska cieszy się na Bliskim Wschodzie szczególnym szacunkiem, a ewentualne wycofanie kontyngentu w obecnej sytuacji jego kraju byłoby bardzo niekorzystne.

Podejmując decyzje o redukcji zaangażowania w misje zagraniczne, musimy też pamiętać o naszych zobowiązaniach sojuszniczych i wizerunku odpowiedzialnego członka wspólnoty międzynarodowej. Dlatego właśnie decyzje o ewentualnym ograniczeniu nakładów na armię powinny zostać poprzedzone przeprowadzeniem w resorcie obrony obiektywnego i wnikliwego audytu zewnętrznego, który pomógłby znaleźć źródła oszczędności optymalne ze względu na bezpieczeństwo i strategiczne interesy Polski.

Jakie są perspektywy instalacji elementów tarczy w Polsce w warunkach objęcia władzy w USA przez nową administrację?

- Nasi partnerzy w Stanach Zjednoczonych podtrzymują deklarację instalacji w Polsce i Czechach systemu obrony przeciwrakietowej. Termin rozpoczęcia programu może zostać opóźniony przede wszystkim z powodu konieczności weryfikacji skuteczności systemu i oceny zagrożenia ze strony Iranu. Z ostatnich wypowiedzi administracji amerykańskiej wynika też, że jeśli Teheran wstrzyma swój program nuklearny, nie będzie już uzasadnione kontynuowanie programu budowy tarczy. Na razie jednak nie ma przesłanek świadczących o zamiarze rezygnacji z europejskiego komponentu tarczy antyrakietowej.

Na szczycie NATO w Bukareszcie w kwietniu 2008 r. państwa członkowskie podjęły decyzję o włączeniu instalacji w Polsce i Czechach do natowskiego systemu obrony przeciwrakietowej. Deklaracja ta została powtórzona na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych Sojuszu w grudniu 2008 r. Oznacza to, że wszyscy członkowie NATO (w tym państwa europejskie) zaakceptowali projekt jako wspólny mechanizm zwiększający bezpieczeństwo.

Nowy prezydent USA, Barack Obama zapowiedział likwidację więzienia w Guantanamo. Część więźniów ma trafić do krajów europejskich. Czy możliwe jest, że trafią do Polski?

- Wątpliwe jest, aby część więźniów z Guantanamo mogła trafić do Polski. Rodziłoby to dla nas wiele problemów politycznych i technicznych. Większość z zatrzymanych stanowią muzułmanie, więc z uwagi na nasze dobre stosunki z krajami Bliskiego Wschodu należy sceptycznie podchodzić to takiego pomysłu. Dodatkowo, więźniowie ci, ze względu na język, kulturę i obyczaje stanowiliby wielki problem dla systemu więziennictwa w Polsce.

Działania Parlamentu Europejskiego w tej sprawie mają swoje źródło w antyamerykanizmie obecnym w niektórych krajach UE. Polska jako sojusznik Stanów Zjednoczonych stała się obiektem bezpodstawnych oskarżeń w tej sprawie.

Jakie widzi Pan perspektywy rozwoju sytuacji w Afganistanie? Czy wojna nie rozleje się wkrótce także na Pakistan? Może powinniśmy zwiększać nasze zaangażowanie militarne w tym regionie. Ale czy nas na to stać?

- Sytuacja w Afganistanie uległa pogorszeniu. Wpływ na to mają w dużej mierze działania Talibów, Al-Kaidy i innych rebeliantów, operujących na terytoriach plemiennych na pograniczu afgańsko-pakistańskim. Społeczność międzynarodowa jest zaniepokojona zarówno sytuacją w Pakistanie, jak i jej wpływem na misję koalicji międzynarodowej w Afganistanie.

Pakistan należy do międzynarodowej koalicji antyterrorystycznej i od początku wspiera działania Stanów Zjednoczonych w regionie. Jednak brak realnych efektów operacji pakistańskich sił bezpieczeństwa może zmusić USA i ich sojuszników do rewizji dotychczasowej polityki wobec Islamabadu.

Polska od momentu rozpoczęcia zaangażowania w Afganistanie znacząco zwiększyła zakres swoich obowiązków i liczebność Polskiego Kontyngentu Wojskowego. Nasze zaangażowanie w misję ISAF jest dobrym przykładem sumiennego wypełniania przez Polskę swoich sojuszniczych zobowiązań. Zgodnie z koniecznością kompleksowego podejścia do problemów Afganistanu, zasadne byłoby utworzenie w prowincji Ghazni polskiego PRT. Problemem są jednak koszty, szczególnie ze względu na obecny kryzys finansowy i konieczność szukania oszczędności.

Jakie są perspektywy powstania wspólnej armii Unii Europejskiej? Czy UE powinna rozwijać struktury militarne?

- Popieram rozwój Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony, ale jako proces uzupełniający, a nie konkurencyjny wobec NATO. Polska jako członek obu organizacji opowiada się za ich harmonijną współpracą w dziedzinie bezpieczeństwa. W obliczu wyzwań XXI w. dla świata zachodniego, za celowe uważamy zwiększanie nakładów na obronność. Tworzenie Armii Europejskiej jest pomysłem dobrym, ale ze względu na różnice polityczne oraz kryzys gospodarczy nie należy spodziewać się jej powstania w najbliższych latach.

Pragnę przypomnieć, że niektóre kraje nie wypełniają nawet swoich zobowiązań NATO-wskich. Warto także podkreślić, że idea Euroarmii zyskała na znaczeniu w czasie konfliktu części państw Unii ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie wojny w Iraku. Obecnie zarówno prezydent Nicolas Sarkozy, który zdecydował o powrocie Francji do struktur militarnych NATO, jak i kanclerz Angela Merkel opowiadają się raczej za ścisłym sojuszem z USA. Natomiast z całą pewnością wspólne działania w ramach oddziałów wielonarodowych, czy w ramach NATO, czy w strukturach unijnych, dobrze służą współpracy z partnerami europejskimi i są wyrazem silnej pozycji Polski w obu organizacjach.

Pracownicy mundurowi mają wymagające, nie zawsze dobrze opłacane i często niebezpieczne życie zawodowe, ale czy nie można by ustalić dla nich odgórnie 15 lat służby, a potem - bez emerytury - obligować do przejścia na stanowiska w administracji? Przecież i tak najczęściej tak się to kończy.

- Planowane, niekorzystne dla żołnierzy i funkcjonariuszy, przepisy emerytalne mogą doprowadzić do poważnego zachwiania funkcjonowania służb mundurowych. Po moim niedawnym spotkaniu z przedstawicielami związków zawodowych formacji mundurowych jeszcze bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że w przypadku, gdyby takie regulacje weszły w życie, to funkcjonariusze już dzisiaj posiadający uprawnienia emerytalne będą o wiele częściej decydować się na odejście ze służby.

Trzeba też pamiętać, że Polska musi być dla swoich obywateli partnerem wiarygodnym. Szczególnie ważna jest zaś wiarygodność Państwa wobec tych, którzy służąc jego bezpieczeństwu narażają własne zdrowie i życie. Dlatego też Prezydent RP jest zdania, że nie powinno się w sposób niekorzystny zmieniać istotnych zasad, na których wstępowali oni do służby.

Należy również zwrócić uwagę na fakt, że odrębny system emerytalny jest także jednym z najważniejszych czynników motywujących do podjęcia służby w Policji lub w Siłach Zbrojnych. Jego likwidacja, szczególnie w momencie, gdy formacje te intensywnie uzawodawiają swoje struktury, grozi bardzo poważnymi konsekwencjami dla bezpieczeństwa Polski.

Na koniec pozwolę sobie zauważyć, iż nie jest do końca prawdziwe stwierdzenie mówiące, że po 15 latach służby funkcjonariusze najczęściej i tak odchodzą ze swoich stanowisk np. do pracy w administracji. Odsetek mundurowych odchodzących ze służby po uzyskaniu minimalnych uprawnień emerytalnych wynosi średnio ok. 5-6%, a niemal 60% funkcjonariuszy formacji mundurowych ma dziś staż służby dłuższy niż 20 lat.

Bądź na bieżąco, codziennie, za darmo i o stałej porze -

czytaj nasz newsletter!

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów