prof. Katarzyna Lisowska: Polska ma być wolna od GMO Katarzyna Zachariasz: Rząd powtarza, że ustawa dotyczy nasion, a nie GMO. prof. Katarzyna Lisowska, Instytut Onkologii w Gliwicach: Ustawa mówi, że nie dopuszcza się do obrotu nasion GMO, ale wpisuje się je do katalogu krajowego, w którym są wszystkie rośliny, jakie wolno uprawiać w Polsce. To oznacza, że zakaz obrotu będzie pozorny. Żaden sąd administracyjny nie uzna, że rolnik łamie prawo, jeśli będzie uprawiał odmianę GMO umieszczoną w katalogu. Poza tym nie doprecyzowano, że "obrót" to też nasiona przywożone na własny użytek. A więc "indywidualni rolnicy" dalej mogą bezkarnie przywozić nasiona GMO z innych krajów. W rzeczywistości ci "indywidualni rolnicy" to dystrybutorzy, którzy dostarczają rolnikom ziarno, a tylko fakturują je indywidualnie.
Skoro już obecne prawo pozwala na sprowadzanie GMO i mamy takie uprawy, to ta ustawa nic nie zmienia. - Tylko pogarsza sytuację. Już obecnie mamy półlegalne uprawy GMO. Są one niezgodne z unijnymi zasadami koegzystencji, które regulują, jak duże mają być strefy buforowe, nakazują informować sąsiadów o uprawach GMO i skupie. Teraz żaden rolnik się nie przyzna, że oddaje do skupu ziarno GMO.
W czym jest problem? - Po pierwsze, dochodzi do mieszania ziarna w skupie. Już w 2009 roku mieliśmy przypadek, że w eksportowanej z Polski kukurydzy Szwedzi wykryli 4 proc. GMO. Odesłali nam z powrotem całą partię. W Europie nikt nie chce kupować GMO. Jeśli ktoś mówi, że GMO to szansa dla polskiej gospodarki, to ja się pytam, w jakim świecie on żyje. Jeśli będziemy mieć zanieczyszczone ziarno, nikt od nas go nie kupi.
Drugą sprawą jest zanieczyszczenie ziarna siewnego. W Stanach już praktycznie nie ma dostępu do czystych tradycyjnych odmian. Wszystko zostało pomieszane. Nawet rolnicy, którzy zachowują własne ziarno, są narażeni, że będą siać GMO. Poza tym dochodzi do krzyżówek między roślinami modyfikowanymi i zwykłymi. Zdarza się też, że chwasty uodparniają się na działanie pestycydów stosowanych w uprawie GMO. W Ameryce Północnej i Południowej jest już kilka rodzajów tzw. superchwastów. Dochodzą one do trzech metrów wysokości, nie działają na nie żadne środki chwastobójcze, można usunąć je tylko ręcznie. Zeszłoroczny raport amerykańskiej akademii nauk zwraca uwagę na to, że przy powszechny stosowaniu GMO nie można uniknąć ich powstania. To jest już problem ekonomiczny. W stanie Georgia w
USA są dziesiątki tysięcy hektarów pól bawełny, które rolnicy porzucili, bo nie byli w stanie zwalczyć chwastów.
Zwolennicy GMO mówią o większych plonach, przekonują, że potrzebujemy więcej żywności, aby zaspokoić potrzeby świata. - To czysta demagogia. Są dowody naukowe na to, że wydajność roślin GMO wcale nie jest większa. Poza tym większość produkcji GMO jest używana jako pasze albo paliwa, a nie jako żywność.
Jeśli zakażemy GMO, Komisja Europejska może nas pozwać za łamanie unijnego prawa. - Ta ustawa jest sprzeczna ze stanowiskiem rządu, które mówi, że Polska ma być wolna od GMO. Czy nasza strategia ma polegać tylko na implementacji unijnych przepisów? Czy my nie mamy tyle woli politycznej, żeby kształtować prawo? Inne kraje Unii nie przejmowały się tym, co mówi Komisja, i wprowadziły u siebie zakaz GMO. W efekcie teraz trwają prace nad zmianą unijnych przepisów.
prof. Ewa Zimnoch-Guzowska: Nie bójmy się GMO Katarzyna Zachariasz: Apelowała pani do prezydenta, żeby podpisał ustawę o nasiennictwie. prof. Ewa Zimnoch-Guzowska, Komitet Fizjologii, Genetyki i Hodowli Roślin PAN: Ta ustawa jest ważna, bo porządkuje kwestie związane z nasiennictwem, a także wprowadza wiele unijnych przepisów. Powstawała kilka lat i jest oczekiwana przez cały sektor nasienny. Mamy problem tylko z jednym punktem, który zakazuje w Polsce obrotu materiałem siewnym odmian GM [GM oznacza "modyfikowany genetycznie", a GMO to "organizm modyfikowany genetycznie]. Unijna dyrektywa nakazuje swobodny handel materiałem siewnym, też odmianami GM, które zostały wpisane do unijnego katalogu odmian. Jeśli wprowadzamy zakaz obrotu materiałem siewnym wszystkich odmian genetycznie zmodyfikowanych, łamiemy dyrektywę. Obecna ustawa też ma taki zakaz i Polska już raz została za to pozwana przez Komisję Europejską. Prawo Unijne dopuszcza natomiast, że minister rolnictwa wycofuje z obrotu określoną odmianę GM ze względów specjalnych. I to jest droga, którą można blokować odmiany GM w Polsce, nie łamiąc przepisów unijnych.
Przeciwnicy ustawy twierdzą, że otwiera ona furtkę dla wprowadzenia w Polsce upraw GMO. - To nie jest żadna nowa furtka. Taka sytuacja istnieje obecnie. W tej chwili rolnik może kupić w Unii nasiona GM na własne potrzeby i je zasiać. Prawo nie zabrania mu tego. Szacuje się, że obecnie na 3 tys. ha jest genetycznie modyfikowana kukurydza. A cała powierzchnia uprawy kukurydzy w Polsce to około 700 tys. ha.
Są obawy, że rośliny modyfikowane genetycznie wyprą te tradycyjne. - Nie bałabym się tego, że GMO zawęzi pulę genową. Jest już co najmniej 100 różnych odmian kukurydzy GMO na bazie jednej modyfikacji MON810. Modyfikacje są wprowadzane do odmian tradycyjnych. Wprowadza się tylko jeden gen, a w roślinach genów są tysiące. Poza tym każda uprawa rolnicza czy warzywna to monokultura jednej odmiany danego gatunku. W Polsce mamy około 140 odmian ziemniaka, a ludzie kupują dwie-trzy odmiany i nawet nie wiedzą, że jest ich więcej. Ja się nie boję transformacji genetycznej. To proces, który może wspomóc proces hodowli. Są cechy, które mogą być bardzo ważne, których tradycyjna hodowla nie może poprawić, np. wysoka odporność na owady czy wysoka tolerancja na suszę.
A co z obawami o mieszanie nasion zmodyfikowanych genetycznie i tradycyjnych? - Problemem jest to, że nie mamy nowej, dostosowanej do nowych potrzeb ustawy o GMO. Obecnie obowiązuje ustawa o GMO z 2001 roku. Nie mamy przepisów, które mówią, jak uprawy GM mają funkcjonować obok upraw niezmodyfikowanych, brakuje zaleceń dla zasad koegzystencji. Rejestry użycia GMO prowadzone przez ministra nie obejmują rolników, którzy nie muszą zgłaszać uprawy GM na potrzeby własne. Jednak, gdyby wprowadzali ziarno do obrotu (np. na paszę), to musi być ono znakowane.
Europa odwraca się od GMO. Klienci na Zachodzie szukają żywności bez GMO, kilka państw Unii już zabroniło uprawy roślin zmodyfikowanych genetycznie. - Mały procent klientów rzeczywiście szuka produktów bez GMO, a inni te produkty kupują, i to w zasobnej Europie. A co w krajach, gdzie panuje głód? Tam tańsza żywność przedłuża życie. Zakazy dotyczą tylko konkretnych odmian GM, a nie roślin GM w ogóle. Wiadomo też, że zostały wprowadzone z pobudek politycznych, wbrew naukowym opiniom Europejskiego Urzędu do spraw Bezpieczeństwa Żywności, który w żadnym z tych przypadków nie uznał wprowadzonego zakazu za zasadny. Nie da się długo uciekać przed postępem technologicznym. Nikt nie kwestionuje stosowania insuliny przez diabetyków, a jest ona wytwarzana przez GMO. Ważna jest edukacja, żeby ludzie zrozumieli, czym jest GMO, i się go nie bali. Wtedy będą kupować, choć to pewnie długi proces.