Ustawę o zakazie stosowania europejskiego systemu handlu emisjami uchwalono miażdżącą większością głosów. Jej inicjatorem był przewodniczący komisji transportu John Mica.
Systemem handlu emisjami w UE objęte są już elektrownie i przemysł. Od stycznia 2012 r. także linie lotnicze, których samoloty lądują w UE. Powinny kupować uprawnienia do emisji CO2 na aukcjach. Jednak rządy
USA, Chin i Indii oraz państw arabskich, które mają znacznie mniejszy zapał do walki z globalnym ociepleniem, ostro bronią swych linii lotniczych.
Unijne zasady łamią prawo międzynarodowe i traktaty handlowe - mówił Mica. - Europejskie przepisy w tej kwestii budzą silny sprzeciw rządu USA - napisał w oświadczeniu Departament Stanu. Tylko nieliczni demokraci głosowali przeciw, argumentując, że amerykańskie korporacje w Europie muszą przestrzegać europejskiego prawa, tak jak europejskie w USA muszą stosować się do amerykańskiego.
W grę wchodzą spore pieniądze - amerykańskie linie lotnicze obliczyły, że na uprawnienia do emisji CO2 musiałyby do 2020 r. wydać 3,1 mld dol. Zaskarżyły także w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości zmuszanie ich do kupowania uprawnień.
Jeśli linie lotnicze z USA i innych krajów rzeczywiście nie podporządkują się unijnemu prawu, to w skrajnym przypadku władze mogłyby je nawet uziemić, co doprowadziłoby do wojny handlowej. Rozważany jest też kompromis - UE uwzględniłaby wysiłek zagranicznych linii lotniczych w zmniejszaniu emisji CO2 u siebie. Jednak to wariant na przyszłość - na razie - jak zaznaczył rzecznik komisarz ds. klimatu Izaac Valero-Ladron - od stycznia obowiązują przepisy nakazujące wszystkim kupować uprawnienia.
Unia Europejska jest praktycznie jedynym wielkim graczem w globalnej gospodarce, który na rozmaite sposoby próbuje wymusić na firmach zmniejszenie emisji CO2. Środowiska gospodarcze zwracają uwagę na to, że osłabia to konkurencyjność europejskiej gospodarki, bo USA,
Chiny czy
Indie uważają, że
wzrost gospodarczy jest ważniejszy niż zmniejszanie emisji. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy zabiegał nawet o wprowadzenie klimatycznego podatku importowego, ale okazało się to niemożliwe ze względu na reguły WTO.
Nowe amerykańskie prawo jest kolejnym ciosem w samotną unijną walkę z CO2, i to zadanym na pięć tygodni przed rozpoczęciem konferencji klimatycznej w Durbanie w RPA. Świat ma radzić nad uchwaleniem traktatu, który zastąpi klimatyczny protokół z Kioto, nieratyfikowany zresztą m.in. przez USA i Chiny. Na razie nie zanosi się na porozumienie w tej sprawie.