Spór o objęcie Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych (popularnych
SKOK-ów) nadzorem bankowym trwa już od kilku lat. Chce tego rządząca koalicja PO i PSL, która już w poprzedniej kadencji przegłosowała stosowną ustawę. Apelowały o to
Europejski Bank Centralny oraz Bank Światowy, według którego SKOK-i są za słabo nadzorowane i mają za mało kapitału do działalności na szeroką skalę.
Słabości w zarządzaniu systemem SKOK-ów od 2004 r. obnaża też "Gazeta", krytykując autokratyczny styl kierowania kasami przez Grzegorza Biereckiego, dawniej działacza "Solidarności", dziś najlepiej wynagradzanego finansistę w Polsce (w 2010 r. zarobił w podmiotach związanych z systemem kas aż 6,5 mln zł).
Ale SKOK-i dotąd skutecznie broniły autonomii. Kiedyś była ona uzasadniona - 20 lat temu były małymi, lokalnymi spółdzielniami działającymi przy parafiach i zakładach
pracy. Dziś jednak obsługują prawie 2,3 mln Polaków, opiekują się portfelem 14 mld zł oszczędności. A największy SKOK Stefczyka ma placówki w całym kraju i kilkaset tysięcy klientów. I działa tak samo jak bank.
W odróżnieniu jednak od banków SKOK-i nie muszą się spowiadać ze swoich działań ani nadzorowi finansowemu, ani Narodowemu Bankowi Polskiemu. Państwo nie wie, w jakiej kondycji są poszczególne SKOK-i i jak obszedł się z nimi kryzys finansowy. Kasy nie muszą się składać na
Bankowy Fundusz Gwarancyjny, nie dotyczą ich też bankowe wymogi dotyczące minimalnego kapitału potrzebnego, by prowadzić bezpieczną działalność. Jeszcze kilka lat temu cieszyły się zwolnieniem podatkowym.
Dwa lata temu objęcie SKOK-ów nadzorem państwa zablokował PiS, rękami prezydenta Lecha Kaczyńskiego (w przeszłości było on m.in. szefem rady fundacji działającej przy Krajowej SKOK). Kaczyński zakwestionował 70 przepisów ustawy i skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. Prezydent Bronisław Komorowski ograniczył później zastrzeżenia do dwóch drugorzędnych przepisów niedotyczących istoty ustawy, czyli objęcia SKOK-ów nadzorem bankowym.
Trybunał podzielił w obu punktach wątpliwości obu prezydentów. Uznał, że pierwszy przepis "narusza autonomię i samorządność oraz wolność zrzeszania się w ramach spółdzielni", a drugi jest już nieaktualny. Ale, co ważne, sędziowie zaznaczyli, że oba zakwestionowane przepisy "nie są nierozerwalnie związane z resztą ustawy". - To oznacza, że może ona działać nawet bez nich i nie ma powodu, by nie weszła w życie pozostała jej część - tłumaczy mec. Marek Wędrychowski, radca prawny z Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego.
Teraz piłeczka jest po stronie prezydenta. - Może podpisać ustawę bez dwóch zakwestionowanych przepisów bądź też poprosić parlament o jej poprawienie - dodaje mec. Wędrychowski. W tym drugim przypadku wejście SKOK-ów pod nadzór państwowy zostanie odroczone o kilka tygodni lub miesięcy.
Po wejściu ustawy do
gry wkroczą audytorzy, którzy sporządzą "bilans otwarcia". Od jego wyników zależy, czy SKOK-i będą mogły funkcjonować w dotychczasowej formie, czy też będą musiały się zrestrukturyzować.
Na ile prawdopodobna jest ta druga opcja? W 2011 r. "Gazeta" ujawniła, iż w ramach kontroli za 2008 r. urząd skarbowy zarzucił niektórym SKOK-om zbyt niski poziom kapitałów w stosunku do depozytów. Z kolei w sprawozdaniu finansowym SKOK-u Stefczyka za 2009 r. niezależny biegły rewident zwracał uwagę na "wysoki stan kredytów przeterminowanych ". Z naszych informacji wynika, że nie jest to jedyne takie zastrzeżenie w bilansach SKOK-ów.