Fala wysokiej inflacji opadła. Czy przyjdzie kolejna?

Patrycja Maciejewicz
14.01.2012 , aktualizacja: 13.01.2012 21:10
A A A Drukuj
Hura, po listopadowym wyskoku w grudniu inflacja nieco spadła. Ale za mało, by świętować zwycięstwo nad drożyzną. Potrzeba wielu miesięcy, by można było powiedzieć, że NBP zapanował nad rosnącymi cenami.
Jak zmieniały się płace, inflacja i stopy procentowe?
Jak zmieniały się płace, inflacja i stopy procentowe?


Ubiegły rok upłynął pod znakiem szalejących cen. Drożyzna - to słowo było odmieniane przez wszystkie przypadki. Zwłaszcza początek roku był dotkliwy. Na potęgę rosły ceny wszystkiego: ropy, stali, zbóż, bawełny, kukurydzy, olejów. Nie tylko w Polsce. Pewnie dziś już nie wszyscy pamiętają, że wiosna ludów w Maroku, Tunezji czy Egipcie wybuchła m.in. z powodu wysokich cen żywności. Że wybuchały tam strajki, a rządzący w innych krajach satrapowie pospiesznie organizowali akcje rozdawania żywności i sztucznie regulowali ceny, by uciszyć gniew.

Rosły też ceny paliw, w Polsce podbijane dodatkowo przez słabnącego złotego. A ten dołował, bo sytuacja na rynkach finansowych była wielce niespokojna.

Nie ma szans na to, by ten dość ponury obraz nabrał w tym roku bardziej ciepłych kolorów.

Optymiści jednak pocieszają: najgorsze już za nami. W listopadzie inflacja niespodziewanie wzrosła do 4,8 proc., ale już w grudniu delikatnie spadła. W efekcie rok zakończyliśmy ze wzrostem cen o 4,6 proc.

To nie jest mało. Rada Polityki Pieniężnej, na którą prawo nakłada obowiązek dbania o stabilność cen, ustaliła, że inflacja powinna wynosić 2,5 proc. Od wielu miesięcy ten poziom przekraczamy. I - co gorsza - nie tylko ten. Daleko w tyle została też górna granica dopuszczalnych odchyleń od tego celu - 3,5 proc.

Czy kolejne miesiące przyniosą inflacyjną ulgę? Rynkowi ekonomiści są o tym przekonani.

Zdaniem Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) światowe ceny żywności już nie powinny przyprawiać o palpitację serca - obliczany przez FAO indeks cen był w 2011 roku najwyższy w ponad 20-letniej historii.

Dostawy żywności na rynki światowe spadły w minionym roku po serii klęsk żywiołowych i nieurodzajów. Teraz, jak szacuje Abdolreza Abbassian, analityk Organizacji, produkcja żywności wzrosła, a popyt na nią słabnie.

W Polsce inflacja spadnie także dlatego, że wygasa efekt wprowadzonych rok wcześniej podwyżek podatku VAT. Wiadomo jednak, że nie będzie to spektakularny spadek. Analitycy Ministerstwa Gospodarki oczekują w styczniu tylko symbolicznej obniżki do 4,5 proc. Dalej tempo wzrostu cen będzie hamować, ale nieśmiało - ekonomiści bankowi nie sądzą, by dynamika była niższa niż 3,5 proc.

A może być i gorzej.

Zdaniem prof. Marii Drzodowicz-Bieć ze Szkoły Głównej Handlowej i Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych nie ma co się zaklinać, że inflacja jeszcze nie przyspieszy. - Kto wie, czy nie zobaczymy poziomu 5 proc. - ostrzega. - Z początkiem roku weszło w życie szereg podwyżek: VAT na artykuły dziecięce, wyższa akcyza na papierosy i olej napędowy i nowa akcyza na węgiel. Każda z nich jest drobna, ale po zsumowaniu może doprowadzić do wzrostu inflacji - wyjaśnia. Jej zdaniem jest mała szansa, byśmy w pierwszym półroczu poczuli, że wzrost cen osłabł.

Gdy zapytać przeciętnych Polaków, kiedy uznają, że mamy już kryzys, to powiedzą: gdy będę musiał ograniczać wydatki na żywność (48 proc.), jak zaczną się masowe zwolnienia pracowników (48 proc.), jeśli zaczną się opóźnienia w wypłacie emerytur i rent (43 proc.). Według analityków z Centrum Badania Opinii Społecznej, którzy przeprowadzili te ankiety, Polacy już boją się kryzysu, wiedzą, że nie da się schować przed nim, uniknąć jego skutków. Zawirowania na Węgrzech pokazały nam, że rząd musi odrobić lekcje i oszczędzać.

Ale nie my sami. - Polacy jeszcze nie są gotowi oszczędzać. Kryzys nie wpłynął na nasze zadowolenie z życia, warunków materialnych. Te opinie się nie pogarszają - mówi dyrektor CBOS Mirosława Grabowska.

Potwierdzają to wciąż doskonałe wyniki sprzedaży detalicznej, która przez ostatnie miesiące rosła w tempie dwucyfrowym.

- Jesteśmy krajem, w którym konsumpcja rośnie niemal nieprzerwanie. Bogacimy się i chcemy nadganiać bogaty Zachód, nadrobić to, czego nam przez lata brakowało - mówi Urszula Kryńska, ekonomistka banku Millennium.

Zmianę może przynieść dopiero drugie półrocze. Wtedy sytuacja na rynku pracy (niestety) pogorszy się, bo już nie będzie dopalacza w postaci unijnych i państwowych pieniędzy na inwestycje. Ludzie w końcu zdadzą sobie sprawę, że czasy nie są łatwe i zacisną pasa. - Ludzie będą odsuwać ten moment, jak długo się da, bo chcą utrzymać poziom życia, który raz osiągnęli. Ale to dzisiejsze zakupowe tango w końcu się urwie. Wtedy producenci będą obniżać ceny, nawet kosztem swoich marż. Także umocnienie złotego, jeśli nastąpi, powinno obniżyć ceny towarów z importu po czterech-pięciu miesiącach - mówi Drozdowicz-Bieć.

Zdaniem ekonomistki banku Millennium firmy będą umiarkowanie podnosić pensje i średni ich wzrost będzie wyższy niż średni wzrost cen. - Ale trzeba się liczyć, że zarabiający mniej niż średnia krajowa, nawet jeśli dostaną podwyżkę równą inflacji, to będą mogli kupić mniej. To dlatego, że w ich wydatkach większy udział ma żywność, czynsze, paliwa - podstawowe dobra, które drożeją najbardziej. A to oznacza, że inflacja obliczona tylko dla tej grupy byłaby wyższa - mówi Kryńska.

Lekki powód do zadowolenia może mieć tylko minister finansów. W projekcie budżetu na ten rok zapisał bowiem, że inflacja wyniesie średnio 2,8 proc. Tymczasem bank Millennium przewiduje, że będzie to 3,4 proc. A to oznacza, że wraz z szybszym wzrostem cen do budżetu państwa wpływa więcej podatków. Na dłuższą metę to jednak wątpliwa korzyść, bo w końcu uporczywa inflacja szkodzi wzrostowi gospodarczemu.

Zobacz więcej na temat:

Bądź na bieżąco, codziennie, za darmo i o stałej porze -

czytaj nasz newsletter!

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?

Zamów newsletter!