To miał być sukces ostatniego szczytu UE. Wprawdzie "umiarkowany", jak mówił tuż po szczycie premier Tusk, ale zawsze sukces. Państwa Unii zdecydowały, że wprowadzą u siebie takie same zasady dyscypliny finansów publicznych. Wśród nich miała znaleźć się tzw. złota reguła utrzymywania zrównoważonych budżetów i automatyczne sankcje za łamanie dyscypliny budżetowej dla krajów przekraczających ustalone limity deficytu i długu publicznego. Jednak pierwszy entuzjazm szybko opadł.
Wielka Brytania stanęła okoniem i stwierdziła, że ona u siebie takich reguł nie chce. Do Brytyjczyków na krótko dołączyli Węgrzy, Szwedzi i Czesi, ale szybko zmienili zdanie. Za to wątpliwości pojawiły się w innych krajach. Koniec końców zamiast szumnie zapowiadanych zmian w unijnych traktatach, skończyło się na umowie międzynarodowej. Ale i tak tę umowę trzeba najpierw przygotować...
Są postępy, ale... Kiedy politycy wygłosili swoje deklaracje i rozjechali się do domów, do pracy przystąpili urzędnicy. W ostatni czwartek grupie roboczej udało się dojść do porozumienia w sprawie paktu fiskalnego. - Zrobiliśmy dziś duże postępy. Jest już zarys porozumienia. - powiedziało anonimowe źródło, na które powołuje się agencja AFP. Jednak zdaniem innego informatora wciąż jest kilka kwestii, które muszą zostać rozwiązane. Są to m.in. rola Komisji Europejskiej w ocenianiu, czy państwa wprowadziły u siebie prawo, które nie dopuszcza do nadmiernego deficytu. Rozbieżności są natury politycznej i będą się nimi musieli zająć unijni ministrowie finansów. Ma to mieć miejsce na ich spotkaniu pod koniec stycznia.
Jak podają źródła, uzgodniony projekt zakłada, że roczny deficyt strukturalny sygnatariuszy paktu nie może przekraczać 0,5 proc. nominalnego PKB. Kraje spoza strefy euro nie będą brały udziału w szczytach eurolandu, nawet jeśli podpiszą nowy traktat. Na ten zapis szczególnie mają naciskać
Francja, Belgia i
Estonia. Siłą napędową międzyrządowego porozumienia są
Niemcy i Francja. - Jednemu państwu zależy, żeby pieniądze, które wykłada na pomoc innym (m.in. Grecji) były obwarowane takimi warunkami, żeby ich nie zmarnować, a drugiemu - na odzyskaniu porządku w UE sprzed rozszerzenia, bo jego efektywna pozycja zaczęła maleć - PAP cytuje jednego z informatorów. Zaznaczył on również, że inne kraje zaczynają tracić cierpliwość, a cele umowy można było osiągnąć bez traktatu międzyrządowego.
Polską wstąpi. Albo nie Jednym z tych coraz mniej cierpliwych krajów ma być
Polska. Jak donosi PAP, Warszawa ma coraz większe wątpliwości czy przystępować do paktu. - To nie jest być albo nie być dla Polski. Wydawało się, że to jest w interesie wszystkich państw UE, aby decyzje, które dotyczą strefy euro - ale przecież siłą rzeczy będą dotyczyły także wszystkich innych państw UE pośrednio i bezpośrednio - rodziły się w dyskusji, w której uczestniczą wszyscy - mówił w środę premier Tusk. W piątek minister Dowgielewicz powiedział z kolei, że kwestia paktu fiskalnego jest "otwarta". - Decyzja Polski o przystąpieniu do umowy będzie podjęta, gdy będzie gotowy jej ostateczny kształt - zaznaczył. Według unijnego źródła Polska bierze pod uwagę możliwość, że nie podpisze umowy , jeśli zapisy pozwolą jej "wchodzić" w kompetencje Unii i usankcjonują ekskluzywne spotkania państw euro.
Nie do zaakceptowania Projekt krytykuje też Parlament Europejski. - Jest nie do zaakceptowania - tak nazwali go liderzy czterech największych grup politycznych w PE. W środę wydali wspólne oświadczenie, w którym podkreślają, że ostatni szkic proponowanego traktatu jest "niekompatybilny z istniejącymi unijnymi traktatami i nie respektuje wspólnotowych zasad podejmowania decyzji". Ich zdaniem szkic nie gwarantuje że decyzja o wprowadzeniu w życie nowej umowy będzie podjęta zgodnie z demokratycznymi procedurami. Parlament ma też wątpliwości czy projekt nie stoi w sprzeczności z innymi regulacjami unijnymi, także z "sześciopakiem". Eurodeputowanym nie podoba się też zapis, że uczestnicy paktu mogą się pozywać nawzajem do Trybunału UE. Posłowie nie akceptują również ograniczenia roli parlamentu. Zgodnie z zapisami projektu ze spotkań eurolandu wykluczony został przewodniczący PE. Posłowie podkreślają, że demokratyczne procedury wymagają udziału PE, a powodzenie umowy zależy też od współpracy pomiędzy Parlamentem Europejskim i parlamentami krajowymi.
"Parlament musi użyć wszystkich swoich politycznych i prawnych narzędzi, aby bronić prawa UE i roli unijnych instytucji" - napisali europosłowie. W przyszłym tygodniu na sesji w Strasburgu posłowie mają przyjąć rezolucję krytykującą pakt.
Wersja rozwodniona Wątpliwości co do szkicu paktu fiskalnego ma też Europejski Bank Centralny. Ale EBC nie obawia się tego, że pakt może naruszać zasady demokracji, ale, że okaże się za słaby. Jak pisze "Financial Times Deutschland" Joerg Asmussen, jeden z dyrektorów EBC uważa, że nowy projekt umowy "znacznie rozwadnia" wcześniejszą wersję. Szczególny niepokój budzi reguła wyjątku, zgodnie z którą państwa-sygnatariusze paktu mogłyby w nadzwyczajnych sytuacjach zwiększać swoje deficyty ponad poziom 0,5 proc. PKB. Zdaniem ekonomisty ta reguła powinna być stosowana tylko w nadzwyczajnych okolicznościach, jak np. katastrofy naturalne czy trudne sytuacje, na które rząd nie ma wpływu. Asmussen zaapelował do negocjatorów o zmianę tej reguły, a także o wprowadzenie pełnej kontroli przestrzegania paktu fiskalnego przez trybunał europejski. Również szef EBC Mario Draghi powiedział, że reguła wyjątkowa musi być sformułowana "niedwuznacznie i skutecznie".