Grecki premier wyraził pełne zaufanie do swojego kraju co do możliwości obsługi ogromnego zadłużenia. Już w marcu
Grecja będzie musiała spłacić 14,5 mld euro zadłużenia. Wcześniej jednak Grecy muszą dogadać się z bankami w kwestii restrukturyzacji ogromnego greckiego długu, którego wysokość sięga obecnie 160 proc.
PKB.
Zdaniem Papademosa działania jego rządu muszą być prowadzone w uporządkowany sposób, inaczej konsekwencje ekonomiczne będą odczuwalne w całej Unii Europejskiej. Przypomniał, że Grecja znajduje się teraz w epicentrum europejskiego kryzysu finansowego i jej sytuacja jest bacznie obserwowana przez inwestorów na całym świecie.
- Dlatego naszym celem jest dokończyć to, co już rozpoczęliśmy, a także zrealizować nasze zobowiązania, które zostały dokonane w przeszłości. Jesteśmy pewni, że nam się to uda - zapewnił Papademos.
By tak się stało, w pierwszej kolejności musi jednak dojść do porozumienia z prywatnymi kredytodawcami - bankami, funduszami emerytalnymi i funduszami hedgingowymi, które posiadają 206 mld euro greckiego
długu publicznego. Grecji zostało niewiele czasu, by przekonać ich do zaakceptowania faktu, że odzyskają tylko połowę pieniędzy, które włożyli na zakup obligacji, ponieważ grecki rząd nie jest w stanie spłacić długu w całości. Porozumienie jest warunkiem uruchomienia drugiego pakietu pomocowego dla Grecji, w ramach którego Grecja ma otrzymać 130 mld euro od eurolandu i
MFW.
Tymczasem rozmowy między Grecją i prywatnymi wierzycielami utknęły w ostatni piątek w martwym punkcie. Ale Papademos bagatelizuje ten fakt, tłumacząc, że "w ciągu ostatnich kilku tygodni nastąpił znaczny postęp w kierunku osiągnięcia porozumienia pomiędzy wierzycielami i Grecji", dodając, że "porozumienie jest blisko".
- Mamy teraz małą przerwę w rozmowach. Ale jestem przekonany, że będą one kontynuowane i dojdziemy na czas do porozumienia - przekonywał grecki premier.