Na indywidualnych kontach zabezpieczenia emerytalnego (IKZE) możemy dodatkowo odkładać na starość od początku roku. Wystarczy otworzyć konto w banku, biurze maklerskim, towarzystwie emerytalnym, ubezpieczeniowym lub inwestycyjnym.
Zachętą jest ulga podatkowa. Wpłaty na konto - do 4 proc.
wynagrodzenia brutto, ale nie więcej niż 4031 zł rocznie - możemy odpisać od podstawy opodatkowania w deklaracji PIT. Czyli osoba zarabiająca 3 tys. zł może wpłacić maksymalnie 1440 zł rocznie. Rozliczając się z fiskusem, zapłaci o 259 zł niższy podatek. Chyba że już wcześniej wyzerowała podatek ulgą na
dzieci.
Wpłaty na IKZE zwolnione są też z 19-proc.
podatku Belki. Jest jeden warunek: pieniądze możemy wypłacić w całości lub w ratach dopiero po ukończeniu 65 lat. Zapłacimy wtedy podatek dochodowych od osób fizycznych. Dzisiaj byłoby to 18 lub 32 proc. w zależności od wysokości zarobków.
Po co IKZE, skoro od ośmiu lat możemy już odkładać na starość na indywidualnych kontach emerytalnych (IKE)? Rząd chciał w ten sposób zrekompensować przyszłym emerytom obniżenie składki do otwartych funduszy emerytalnych (
OFE). W zeszłym roku obniżył ją z 7,3 do 2,3 proc. wynagrodzenia, co odbije się na wysokości emerytur.
Tymczasem główną zachętę do oszczędzania - ulgę podatkową - mogą zjeść wysokie opłaty pobierane przez instytucje finansowe. Na razie oferty pokazało zaledwie dwóch ubezpieczycieli i towarzystwo emerytalne. Ich propozycje nie powalają na kolana. PZU Życie od każdej wpłaty na IKZE weźmie 4 proc. (w kolejnych latach opłata spada stopniowo do 1 proc.). Za zarządzanie kasuje 4,5 proc. rocznie od zgromadzonych oszczędności (2,5 proc. pobiera TFI, które zarządza funduszem, a 2 proc. ubezpieczyciel). Do tego dochodzi jeszcze 5 zł rocznej opłaty za ochronę ubezpieczeniową.
Dla porównania ta sama firma od każdej składki na IKE pobiera 3,4 proc. (stopniowo spada do 1 proc.), a za zarządzanie środkami - od 0,8 do 4 proc. rocznie. Opłata za ochronę ubezpieczeniową jest wyższa - wynosi 50 zł rocznie, ale i odszkodowanie w razie wypadku będzie większe.
- Staraliśmy się, żeby opłaty były zbliżone - mówi Weronika Dejneka, dyrektor biura zarządzania produktami w PZU Życie. Jej zdaniem jeżeli już ktoś ma IKE, nie powinien go zmieniać na IZKE. - No, chyba że ma wolne środki. Wtedy może potraktować IKZE jako uzupełnienie IKE - dodaje.
Policzmy. Załóżmy, że zarabiamy 3 tys. zł. Na IKZE w PZU Życie wpłacamy 1440 zł, czyli 4 proc. rocznego wynagrodzenia. Najpierw płacimy 5 zł za ochronę ubezpieczeniową, dalej 57,60 zł opłaty od składki, potem jeszcze za zarządzanie 62 zł. Razem wychodzi prawie 125 zł. Czyli prawie połowę z 259 zł, które zaoszczędzimy na uldze podatkowej, zjadają opłaty.
Przyjmijmy, że będziemy oszczędzać 30 lat. Żebyśmy przy takich opłatach wyszli na zero, fundusz ubezpieczeniowy musiałby zarabiać dla nas przez cały ten czas ponad 4,5 proc. rocznie. W przeciwnym razie wyjmiemy z niego mniej, niż wpłaciliśmy. I na nic zda się ulga podatkowa, bo i tak przechodząc na emeryturę, będziemy musieli zapłacić podatek dochodowy.
Rząd rozważał wprowadzenie limitów opłat w IKZE. Miało być tak jak w Wielkiej Brytanii, gdzie programy emerytalne nie mogą brać więcej niż 1 proc. rocznie od wszystkich zgromadzonych oszczędności. Szybko się z tego wycofał, tłumacząc, że gdyby ograniczyć prowizje, żadne instytucje finansowe nie chciałyby IKZE sprzedawać. Ostrzega przed tym m.in. Izba Zarządzających Funduszami i Aktywami, która zrzesza większość krajowych towarzystw funduszy inwestycyjnych (TFI).
Taki limit obowiązuje w obowiązkowych otwartych funduszach emerytalnych (OFE). Zgodnie z prawem mogą pobierać nie więcej niż 3,5 proc. od każdej wpłacanej do nich składki i maksymalnie 0,54 proc. rocznie za zarządzanie naszymi środkami.
Towarzystwa emerytalne, które zarządzają OFE, mogą od 1 stycznia również sprzedawać klientom IKZE. Tutaj limit opłat już ich nie obowiązuje. Dlatego towarzystwo emerytalne PZU Złota Jesień w IKZE od składki chce brać 3,4 proc. przez pierwsze pięć lat (opłata maleje stopniowo do 1 proc.), a za zarządzanie środkami średniej wielkości - nie więcej niż 2,99 proc. rocznie. Do tego dochodzi zmienna prowizja za wynik - 20 proc. od zysku ponad ustalonym poziomem.
Mniej liczy sobie towarzystwo emerytalne Amplico. Od składki pobiera 2,5 proc. W miarę jak środki na koncie będą rosły, prowizja będzie stopniowo spadać do zera. Za zarządzanie opłata wyniesienie nie więcej niż 2,5 proc. rocznie.
Porównajmy: wpłacając na IKZE w Amplico 120 zł miesięcznie po 30 latach uzbieramy 83 tys. zł. Czyli przy 5-proc. stopie zwrotu zysk wyniesienie 24 tys. zł. Gdybyśmy te same pieniądze odkładali dalej w OFE na koncie, mielibyśmy 111 tys. zł. Czyli zarobilibyśmy przez ten czas 53 tys. zł, ponad dwukrotnie więcej niż na IKZE w tej samej instytucji finansowej. To oczywiście tylko szacunki. Wszystko zależy od sytuacji na rynkach i tego, jak szybko będą rosły nasze zarobki.
Towarzystwa emerytalne tłumaczą, że opłaty w IKZE muszą być wyższe niż w OFE, bo będą aktywniej inwestować pieniądze klientów - w akcje nawet do 80 proc. aktywów, podczas gdy w OFE to maksymalnie 42,5 proc.
Prowizje szybko nie spadną. Rząd nie pracuje obecnie nad przepisami wprowadzającymi limity opłat w IKZE.