W 2011 r. kierowcy w Unii zarejestrowali 13 mln 111 tys. nowych aut, o 1,7 proc. mniej niż rok wcześniej - ogłosiło wczoraj Stowarzyszenie Europejskich Producentów Samochodów (ACEA). To głównie skutek problemów finansowych, w jakich znalazła się część najbardziej zadłużonych państw strefy euro. I właśnie w tych państwach sprzedaż aut gwałtownie spadła, np. w Grecji - o 31 proc., licząc rok do roku.
Pod kreską znalazły się przeżywające problemy finansowe państwa Europy Południowej:
Hiszpania,
Portugalia i Włochy. Pod koniec zeszłego roku sprzedaż nowych auta załamała się we Francji, której z powodu wielkiego zadłużenia kilka dni temu agencja ratingowa S&P's obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej. Spadek sprzedaży za cały 2011 r. zanotowano także w Wlk. Brytanii. Ale zdaniem ekspertów była to normalna reakcja rynku, bo rok wcześniej Brytyjczycy gwałtownie kupowali nowe auta, korzystając z rządowych dotacji dla kierowców złomujących stare
samochody.
Nie dziwi też spadek sprzedaży aut w Rumunii, która trzy lata temu z powodu kryzysu musiała poprosić o pomoc finansową Międzynarodowy Fundusz Walutowy i UE.
Dziwolągiem na motoryzacyjnej mapie UE jest tylko
Polska, która w zeszłym roku zanotowała wzrost
PKB o ponad 4 proc., a pod względem tempa sprzedaży nowych aut może rywalizować z Rumunią i pogrążonymi w kryzysie państwami południowej flanki UE.
Zdaniem Wojciecha Drzewieckiego, szefa firmy doradczej Samar, to załamanie na rynku motoryzacyjnym jest efektem złych nastrojów konsumentów, którzy mają obawy o swoją przyszłość i oszczędzając, ograniczają zakupy nowych aut. Rynek aut dla firm rozhuśtał zaś rząd, który w zeszłym roku ograniczył ulgi w podatku VAT dla nabywców aut z kratką. Obecnie od ceny takiego auta firma może odliczyć maksimum 6 tys. zł, a wcześniej - dowolną kwotę.