Pierwszy strajk internetowy. Zniknęła Wikipedia

Tomasz Grynkiewicz
18.01.2012 , aktualizacja: 18.01.2012 08:00
A A A Drukuj
W internecie to historyczny moment - w środę na całą dobę nie wyświetla się anglojęzyczna Wikipedia. To protest przeciwko antypirackiej ustawie forsowanej przez Hollywood w amerykańskim Kongresie.
Jimmy Wales, współzałożyciel Wikipedii, w środę wypnie na dobę internetową encyklopedię z sieci
AP/KIRSTY WIGGLESWORTH
Jimmy Wales, współzałożyciel Wikipedii, w środę wypnie na dobę internetową encyklopedię z sieci
Obama kłania się płatnikom z Doiliny Krzemowej, Google to lider piratów - tak zareagował Rupert Murdoch , gdy Biały Dom skrytykował ustawę antypiracką
REUTERS/KEVIN LAMARQUE
Obama kłania się płatnikom z Doiliny Krzemowej, Google to lider piratów - tak zareagował Rupert Murdoch , gdy Biały Dom skrytykował ustawę antypiracką
18 stycznia 2012 r. Wyłączona anglojęzyczna Wikipedia - protest przeciwko restrykcyjnym przepisom opracowanym w Kongresie i Senacie USA dotyczącym internetu.
18 stycznia 2012 r. Wyłączona anglojęzyczna Wikipedia - protest przeciwko restrykcyjnym przepisom opracowanym w Kongresie i Senacie USA dotyczącym internetu.
SONDAŻ
Jak często korzystasz z Wikipedii?

codziennie
dwa, trzy razy w tygodniu
kilka razy w miesiącu
kilka razy w roku
nie korzystam

- Po raz pierwszy Wikipedia bierze udział w takim proteście i nie była to łatwa decyzja - pisze w liście Sue Gardner, szefowa fundacji Wikimedia kierującej największą internetową encyklopedią. Na świecie to jedna z najczęściej odwiedzanych stron, w Polsce korzysta z niej co miesiąc 9-10 mln użytkowników.

I właśnie jej główna część, anglojęzyczna Wikipedia, w środę o północy (szósta rano czasu polskiego) zgasła. Na dobę.

- Zależymy od prawnej infrastruktury, tak samo jak inne serwisy, gdzie użytkownicy wrzucają treść. (...) Jeśli ta wiedza może zostać ocenzurowana bez właściwego procesu, zaszkodzi to społeczeństwu. Kiedy możesz mówić tylko wtedy, gdy masz wystarczające środki na walkę prawną, (...) nagle dostęp do wiedzy i idei mocno się zawęża - dodaje Gardner.

Protest przeciwko prawu

Wyłączenie Wikipedii to protest przeciwko dwóm ustawom antypirackim: Stop Online Piracy Act (SOPA), nad którą pracuje Kongres, i senatorską Protect IP Act (PIPA).

- Jeśli zostaną przegłosowane, zagrożą wolnemu i otwartemu internetowi łącznie z Wikipedią - pisze Gardner.

Do protestu dołączyło blisko 70 firm, w tym internetowi giganci: Google, Facebook, eBay, Yahoo!, LinkedIn, Zynga czy AOL. Dziś na dobę zamilknie też bardzo popularny w USA Reddit (nie będzie nowych linków), a Google na swojej stronie głównej zamieści link do strony z protestem. Protestują też inwestorzy, wysyłając do Kongresu czytelny sygnał: "Ustawy przejdą, nie inwestujemy w startupy, za duże ryzyko".

O co chodzi w krucjacie antypirackiej? SOPA pojawiła się jesienią 2011 r. jako pomysł kongresmena Lamara Smitha (Republikanie). W zamyśle ma chronić właścicieli praw autorskich i dać administracji USA oraz branży filmowej czy fonograficznej potężny oręż, pozwalając na blokowanie zagranicznych serwisów, dziś poza jurysdykcją USA. O ile służyłyby one do łamania prawa autorskiego (np. nielegalnego rozpowszechniania plików z muzyką, grami czy filmami) lub dało się je podciągnąć pod paragraf o pomocnictwie w łamaniu prawa. Według ustawy nielegalny streaming stałby się przestępstwem kryminalnym zagrożonym karą pięciu lat więzienia (za dziesięć przewinień w ciągu pół roku).

Punktów zapalnych jest wiele, np. amerykański Departament Sprawiedliwości lub właściciel praw mógłby zażądać nakazu sądowego. Z nakazem prokurator zażądałby z kolei od operatora internetowego, by jego klienci nie mogli wejść na dany serwis. Co więcej, mógłby też zakazać reklamodawcom oraz pośrednikom w płatnościach prowadzenia interesów z właścicielem takiej strony. Wyszukiwarkom - wyświetlania linków do tych stron. Zamiast usuwać pojedyncze materiały, co już dziś jest możliwe i praktykowane, odcinano by cały serwis od klientów i finansowania, i w zasadzie przestawałby on istnieć. - To tak jak podejmować akcję przeciw Fordowi tylko dlatego, że w napadzie na bank użyto mustanga. Tym ustawom trzeba położyć kres, jeśli chcemy chronić swobodę wypowiedzi i innowacje w internecie - mówi współzałożyciel Reddit.

Koniec anonimowości?

Inny problem: w świetle nowych ustaw nielegalne stałyby się narzędzia do anonimowego poruszania się po sieci, w tym i takie, które organizacje wspierane przez władze USA dostarczają aktywistom walczącym o demokrację w Iranie czy Chinach.

Co więcej, ustawa przewiduje immunitet dla sieci reklamowych czy operatorów, gdyby niesłusznie odcięli legalny serwis. Wystarczy, że działają "w dobrej wierze", opierając się na "wiarygodnych przesłankach". A to, sugerują przeciwnicy SOPA, szybko zamieni się w koncert życzeń Hollywood i branży muzycznej - powstaną czarne listy serwisów, a operatorzy zaczną je wycinać bez udziału sądów.

MPAA i IFPI, organizacje skupiające branżę filmową i fonograficzną, widzą to inaczej. Twierdzą, że chronią tylko miejsca pracy w swoim sektorze i nie chcą pozwolić, by na treściach zarabiali nielegalni pośrednicy.

W raporcie firmy Envisional (na zlecenie NBC Universal) oszacowano, że aż 23,8 proc. ruchu w internecie to nielegalna dystrybucja treści. Według Nielsena w Brazylii czy Hiszpanii ponad 40 proc. internautów przynajmniej raz w miesiącu odwiedza takie strony. Co prawda przychody z kin rosną, ale jak podaje IFPI, mimo aż tysiąckrotnego wzrostu przychodów ze sprzedaży cyfrowej muzyki w latach 2004-10 do 4,6 mld dol., przychody całej branży w tym czasie spadły o 31 proc. I coraz mniej jest debiutantów.

- Wielu przeciwników SOPA, którzy stroją się w szaty dzielnych bojowników o wolność internetu, w rzeczywistości chroni swój interes. Zarabiają na nielegalnych działaniach innych firm i będą opierali się ustawom, które mogą z tym skończyć - tak na blogu punktuje MPAA, przytaczając artykuł z BBC. Chodziło w nim o reklamy koników sprzedających nielegalnie bilety na igrzyska w Londynie, które pokazywały się w Google'u. Koncern je zdjął po zgłoszeniu od policji, ale - podkreśla MPAA - pieniądze wcześniej zainkasowane zatrzymał.

Biały Dom przeciw przepisom

W weekend w sukurs przeciwników ustaw przyszedł Biały Dom. Administracja Obamy ogłosiła, że generalnie wspiera prawa twórców, ale nie poprze prawa, które "zmniejsza wolność wypowiedzi, zmniejsza poziom cyberbezpieczeństwa i podważa fundamenty dynamicznego, innowacyjnego, globalnego internetu".

Lamar Smith ogłosił, że fragmenty o blokowaniu stron zostają usunięte. "Będziemy szukali sposobów na to, by zagraniczne serwisy nie mogły sprzedawać lub dystrybuować nielegalnych treści wśród amerykańskich konsumentów". Torpedę odpalił za to Rupert Murdoch, właściciel koncernu News Corp. Na serwisie Twitter, gdzie niedawno założył konto, napisał, że administracja Obamy właśnie kłania się "płatnikom z Doliny Krzemowej", a potem krytykował największego z nich - Google'a. "Liderem piratów jest Google, które wyświetla filmy za darmo, sprzedaje [reklamy] wokół nich. Nic dziwnego, że miliony idą na lobbing". W końcu wstukał w wyszukiwarkę Google hasło "Mission Impossible". "Wow, kilka stron oferujących linki do filmu za darmo. Co było do udowodnienia".

Google szybko się odgryzł. - To nonsens - mówi rzeczniczka koncernu serwisowi Cnet, dodając, że w 2011 r. koncern usunął z listy wyszukiwań 5 mln stron internetowych, które naruszały prawo. I wydał ponad 60 mln dol. na walkę z reklamami (chodzi o tzw. linki sponsorowane wyświetlające się w wyszukiwarce).

Przed weekendem główny promotor PIPA Patrick Leahy zaproponował, by "pozytywne i negatywne efekty zapisów o blokowaniu stron przestudiować, nim zostaną wdrożone, aby móc skupić się na innych ważnych zapisach".

Dlaczego to akcja na skalę światową, a nie tylko w Ameryce? I dlaczego teraz, gdy wydaje się, że nastąpił taktyczny odwrót? - Tak naprawdę sądzimy, że SOPA wcale nie odchodzi, a PIPA jest wciąż aktywna. A poza tym obie ustawy to tylko przykład znacznie szerszego problemu. Na całym świecie widzimy próby ustawodawcze, których celem jest walka z internetowym piractwem, ale idą one w taką stronę regulowania internetu, który zagraża wolności - tłumaczy Sue Gardner.

Zobacz więcej na temat:

Bądź na bieżąco, codziennie, za darmo i o stałej porze -

czytaj nasz newsletter!

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    48 głosów

Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?

Zamów newsletter!