Kiedy w 2007 r. Polsce przyznano prawo organizacji
Euro 2012, droga ekspresowa S5 wydawała się jednym z priorytetów dla drogowców. Miała przecież połączyć aż trzy z czterech miast-gospodarzy mistrzostw w Polsce -
Wrocław,
Poznań oraz Gdańsk (po włączeniu się w Grudziądzu w autostradę A1). Tyle że wyrysowana na mapie S5 kurczyła się z roku na rok i dość szybko stało się jasne, że w całości do Euro nie powstanie. Ostatecznie budowa rozpoczęła się jedynie na dwóch odcinkach w Wielkopolsce, gdzie do połowy 2012 r. miało powstać 30 km obwodnicy Bojanowa i Rawicza oraz 35 km z Poznania do Gniezna. Przed rokiem okazało się, że drogowcy nie zdążą zbudować pierwszego z nich (kierowcy pojadą nim najwcześniej za rok).
Teraz okazuje się, że między Poznaniem a Gnieznem też są problemy. Jak dowiedziała się "Gazeta", na jednym z odcinków (Czerniejewo - Gniezno) podwykonawcy opuścili w proteście plac budowy. Firmy budowlane skarżą się, że główny wykonawca firma Dragados nie płaci im od jesieni ub. roku za wykonywane roboty. Część podwykonawców definitywnie zrezygnowała już z pracy przy S5. Zapowiadają, że nie wrócą, i starają się rozwiązać kontrakty.
- Dragados oskarża wszystkich o kradzieże, co w żadnym razie nie miało miejsca. Szuka wymówki, żeby nam nie płacić - mówią przedsiębiorcy z kilku firm podwykonawczych.
Do Euro pozostało zaledwie pięć miesięcy. Czy w takiej sytuacji jest jeszcze szansa, by zdążyć z budową tego odcinka S5 na Euro 2012? - Zaawansowanie robót jest na poziomie 80 proc. Jezdnie są niemal gotowe, ale wiele rzeczy jest jeszcze w proszku - węzły nie istnieją, miejsca obsługi nie istnieją. Budowa potrwa jeszcze do końca 2012 r. - twierdzą budowlańcy, którzy pracowali pod Gnieznem. A to oznaczałoby, że na Euro 2012 w Polsce nie będzie gotowy w całości ani jeden nowy odcinek S5.
Wczoraj przejechaliśmy cały budowany odcinek ekspresowej "piątki". O ile między Poznaniem a Czerniejewem prace idą pełną parą (wykonawcą jest tam firma Eurovia), o tyle już dalej w kierunku Gniezna na odcinku liczącym 15 km, za który odpowiada Dragados, spotkaliśmy zaledwie kilka osób pracujących przy jednym z wiaduktów oraz ekranach akustycznych. Poza tym budowa świeci pustkami,
maszyny stoją w bazach. Choć jezdnie są niemal gotowe, to wiadukty na węzłach nie są z nimi połączone, droga prowadzi więc donikąd.
W biurze budowy Dragados nikt nie chciał nam udzielić wczoraj żadnych informacji. O kłopotach z budową S5 nie udało nam się też porozmawiać z szefostwem Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych w
Poznaniu. Odbywali wielogodzinną naradę. Do niedawna drogowcy zapewniali jednak wciąż, że na Euro droga S5 będzie przynajmniej przejezdna. - Teoretycznie to jest możliwe, ale roboty musiałyby ruszyć natychmiast. Ale to już nie nasza sprawa, my tam nie wracamy - mówi jeden z podwykonawców zatrudnionych przez Dragados.
To nie pierwsze kłopoty podwykonawców z hiszpańską firmą, która buduje w Polsce drogi. W 2009 r. o kilka miesięcy opóźniło się otwarcie autostrady A4 w okolicach Krakowa. Tam także firma Dragados nie płaciła podwykonawcom w terminie za wykonane prace.