Wikipedia odcięta przez całą dobę. Największy protest w internecie

Tomasz Grynkiewicz
19.01.2012 , aktualizacja: 19.01.2012 11:44
A A A Drukuj
Wikipedia wyłączona na całą dobę, Google z logo zaklejonym czarą taśmą. Magazyny bez tytułów i zdjęć. Wczoraj miał miejsce pierwszy tak wielki protest w sieci.
18 stycznia 2012 r. Wyłączona anglojęzyczna Wikipedia - protest przeciwko restrykcyjnym przepisom opracowanym w Kongresie i Senacie USA dotyczącym internetu.
18 stycznia 2012 r. Wyłączona anglojęzyczna Wikipedia - protest przeciwko restrykcyjnym przepisom opracowanym w Kongresie i Senacie USA dotyczącym internetu.
- To na znak protestu przeciwko ustawom, które grożą wprowadzeniem w USA systemu cenzury internetu, podobnego w pewien sposób do reżimu w Chinach - tak "Wired", poczytny magazyn naukowo-technologiczny, tłumaczył, dlaczego na stronie internetowej zaczernił tytuły i zdjęcia. Wikipedia, jak zapowiadano, wyłączyła anglojęzyczną wersję. Podobnie postąpiło kilkanaście popularnych w USA serwisów jak choćby BoingBoing, Greenpeace, platforma blogowa Wordpress czy twórcy gry "Minecraft".

Chodzi o dwie ustawy: Stop Online Piracy Act (SOPA), nad którą pracuje Kongres, i senatorską Protect IP Act (PIPA). Mają pozwolić m.in. na blokowanie zagranicznych stron internetowych, które dziś są poza jurysdykcją USA, czy odcinanie takich serwisów od reklam i płatności.

Protesty przybrały nie tylko wirtualną formę: w Nowym Jorku przed biura senatorów popierających jedną z ustaw przyszła wielotysięczna grupa zwolenników technologii.

- Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której sędzia, nie do końca zorientowany w technologiach, uzna innowację technologiczną za złamanie prawa - tłumaczyli.

Obie ustawy wywołały wrzenie w USA. Protestowało kilkanaście największych firm internetowych (m.in. Google, Facebook, eBay, Twitter, AOL czy Yahoo), ponad 3 mln Amerykanów podpisało petycję przeciw SOPA/PIPA. Ponad 100 tys. petycji trafiło do Białego Domu. I administracja Obamy ogłosiła, że nie poprze ustawy w kształcie, który zagraża bezpieczeństwu w sieci, wolności słowa i podważa fundamenty globalnego otwartego internetu.

Był i polski akcent - zaprotestował też GOG.com (platforma sprzedająca cyfrowe wersje gier). To spółka zarejestrowana na Cyprze, zależna od CD Projekt Red, twórców "Wiedźmina".

- Nie komentujemy politycznych spraw. Nie wiemy też, czy ustawy mogłyby dotknąć naszą firmę - mówi "Gazecie" Guillaume Rambourg, szef GOG.com. - Ale przyjrzeliśmy się ustawie i widzimy, że to nie jest dobra droga. To jak zabezpieczenia DRM, które głównie dotykają uczciwych konsumentów - dodaje. - Popieramy GOG. Nie jesteśmy zwolennikami piractwa, ale są dobre i złe metody walki z tym zjawiskiem - mówi Adam Kiciński, prezes CD Projekt.

Po drugiej stronie barykady, oprócz organizacji branżowych typu MPAA (branża filmowa), czy IFPI (fonograficzna), znalazł się również m.in. Burberry, Tiffany, Nike czy Adidas (oprócz praw autorskich ustawy miały się też zająć handlem podróbkami).

Po naciskach internautów, stanowisku Białego Domu i nagłośnionych medialnym protestach poparcie dla ustawy zaczęło się kruszyć. Swoje nazwiska z listy popierających ustawy wycofało przynajmniej dwóch kongresmenów (z kilkunastu). Pewien amerykański kongresmen zablokował swój profil na Facebooku, a zamiast zdjęcia wstawił grafikę z przekreślonymi słowami "SOPA" i "PIPA".

Nie wiadomo, jak ten taktyczny odwrót będzie wyglądał w praktyce. W przyszłym tygodniu Senat planował głosowanie nad PIPA, do SOPA kongresmeni mieli wrócić w lutym.

- Protesty to część kampanii próbującej zatrzymać ofensywę pośredników w handlu rozrywką i kulturą. W Europie mamy ten sam problem - mówi "Gazecie" Katarzyna Szymielewicz, szefowa organizacji Panoptykon. Nawiązuje do osławionego międzynarodowego paktu ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement), który też pojawił się kilka lat temu z inicjatywy USA jako sposób na piractwo i handel podróbkami. Początkowo negocjowany w tajemnicy, ostatecznie został zaakceptowany np. przez Radę UE w grudniu. Zapewne w kwietniu zajmie się nim Parlament Europejski.

- Tekst traktatu jest mało precyzyjny, ale wskazuje na chęć przerzucenia ciężaru tępienia tzw. piractwa na sektor technologiczny. Próbuje się więc wzmocnić pozycję branży medialnej, która traci finansowo, nie uwzględniając faktu, że zmienia się świat, kultura, modele biznesowe. Problem w tym, że tworzy się w ten sposób miejsce dla prywatnej policji funkcjonującej poza demokratycznym systemem prawa - mówi Szymielewicz.

Dziś w kancelarii premiera ma się odbyć dyskusja nad ACTA. W poniedziałek fundacja Panoptykon zaapelowała, aby polski rząd zajął publicznie jednoznaczne stanowisko i odrzucił ACTA. Lista grzechów traktatu jest równie długa co amerykańskich ustaw: przewiduje np. odcinanie użytkowników od sieci, monitorowanie i rejestrowanie działań milionów osób, procedurę karną nawet w błahych. Zmienia też sposób wyliczania odszkodowania: zamiast obliczać rzeczywiście utracone korzyści, sąd ma się posiłkować "sugerowaną ceną detaliczną".

SOPA- dlaczego prezydent Szczecina też powinien protestować?

Zobacz więcej na temat:

Bądź na bieżąco, codziennie, za darmo i o stałej porze -

czytaj nasz newsletter!

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?

Zamów newsletter!