W środę w Kijowie zawrzało, kiedy prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz przyjął dymisję ministra finansów Fiodora Jaroszenko i na nowego szefa resortu finansów powołała Walerija Choroszkowskiego, szefa ukraińskiej bezpieki (SBU), od lata zeszłego roku - generała armii. A jednocześnie jednego z najbogatszych Ukraińców. Za tą zaskakującą nominacją może się kryć intryga, której celem jest doprowadzenie do dymisji premiera Ukrainy Mykoły Azarowa - napisał portal "Ukrainskaja Prawda". Sugeruje, że stoją za tym szef prezydenckiej administracji Serhij Łowoczkin i gazowy baron Dmitry Firtasz.
Dotychczasowy minister finansów Ukrainy uchodził za zaufanego współpracownika Azarowa i już kilka miesięcy temu premier Ukrainy miał grozić dymisją, jeśli Jaroszenko straci fotel ministra finansów. I teraz Azarow będzie musiał zdecydować, czy dotrzyma słowa.
W Kijowie pamiętają też o dawnych sporach premiera Ukrainy z Choroszkowskim, kiedy ten w 2002 r. został ministrem ds. gospodarki i integracji europejskiej w rządzie ówczesnego premiera, a dziś prezydenta Wiktora Janukowycza. Ale po roku Choroszkowski z hukiem zrezygnował, twierdząc, iż nie ma możliwości samodzielnie kierować resortem, nadzorowanym przez Azarowa - wtedy wicepremiera.
Choroszkowski, który ma 43 lata, to jeden z najbardziej wpływowych Ukraińców, od lat w zdumiewający sposób łączący biznes z
pracą w państwowej administracji. Zarabiał na produkcji cukierków, miał wielki kombinat mleczny, udziały w rosyjskim koncernie metalurgicznym "Evraz Group" i w jednym z największych ukraińskich banków "Ukrsocbank". Jest właścicielem wielkiego holdingu medialnego, kontrolującego kilka prywatnych stacji telewizyjnych na Ukrainie. W 2006 r. ukraiński
dziennik "Korespondent" wyceniał majątek Choroszkowskiego na 930 mln dol. Dwa lata później - na 1,6 mld dol.
Choroszkowski zbił fortunę, ale jednocześnie pociągała go polityka. W 1998 r. został posłem i pracował w parlamentarnej komisji budżetowej. Cztery lata później nie udało mu się wejść do parlamentu. Ale za to latem 2002 r. został wiceszefem kancelarii ówczesnego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy, a następnie ministrem w rządzie Janukowycza.
Do polityki wrócił po pomarańczowej rewolucji. W 2006 r. prezydent Wiktor Juszczenko mianował Choroszkowskiego wiceszefem Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy. A pod koniec 2007 r. został mianowany przez premier Julię Tymoszenko na szefa służby celnej. - Jest tak bogaty, że nie będzie kraść - mówiła pani premier.
W styczniu 2009 r. po podpisaniu nowych gazowych umów z Rosją doszło do ostrego konfliktu między Tymoszenko z Choroszkowskim, który kwestionował umowy uzgodnione przez panią premier z Rosją. Ale gdy pojawiły się plotki, że Tymoszenko mianuje nowego szefa służb celnych do wprowadzenia w życie gazowych umów, o Choroszkowskiego zatroszczył się prezydent Juszczenko, mianując go wiceszefem służby bezpieczeństwa SBU.
W Kijowie przypuszczano, że straci to stanowisko, gdy na początku 2010 r. nowym prezydentem Ukrainy został Wiktor Janukowycz. Ale ku wielkiemu zdziwieniu zaraz po zaprzysiężeniu Janukowycz awansował Choroszkowskiego na szefa SBU. I to za jego kadencji SBU wszczęło śledztwa, które doprowadziły do oskarżenia Julii Tymoszenko o nadużycie władzy przy zatwierdzeniu gazowych umów z Rosją. W zeszłym roku była pani premier została za to skazana na siedem lat więzienia. A wyrok doprowadził do dramatycznego pogorszenia stosunków Ukrainy z Unią Europejską.