Program pożyczek dla
MFW to pomysł z grudniowego szczytu Unii Europejskiej. Wówczas unijni przywódcy uzgodnili, że jednym z nowych elementów planu antykryzysowego jest wzmocnienie MFW, by miał większą "zdolność ratunkową". Szybko stało się to jednak pretekstem do politycznych rozgrywek, gdyż nie wszędzie politycy pałali chęcią płacenia na Fundusz.
Tym bardziej że nie było wiadomo, o jaką sumę może chodzić. W kuluarach mówiono o 200 mld euro, z czego 50 mld euro miało pochodzić spoza
strefy euro. W tym z Polski.
W kraju rozbrzmiały więc głosy opozycji, że rząd zadeklarował pomoc dla bogaczy i utracjuszy. Szkopuł tylko w tym, że to wcale nie z budżetowych pieniędzy miałoby to wsparcie być udzielane. "Fundatorem" pomocy miał zostać
bank centralny, który dopiero został poinformowany o całym projekcie. Formalny wniosek od ministra finansów wpłynął zaś dopiero w poniedziałek.
- Zarząd Narodowego Banku Polskiego postanowił przychylić się do prośby ministra finansów i upoważnił prezesa NBP do zadeklarowania wobec rządu RP i MFW gotowości partycypacji NBP w czasowym zwiększeniu zasobów finansowych MFW - czytamy w komunikacie NBP.
To znaczy na razie tylko tyle, że bank centralny daje zielone światło do negocjacji z MFW warunków umowy.
Jeszcze w grudniu prezes NBP Marek Belka mówił w Sejmie, że to rząd podejmuje polityczną decyzję o wsparciu MFW. NBP tylko ocenia, czy to nie zagrozi stabilności gospodarki.
Posłowie dociekali, jak to możliwe, że chcemy wspierać kraje strefy euro w tarapatach, skoro konstytucja zabrania finansowania deficytu przez bank centralny. Belka odpowiadał, że inwestowanie
rezerw walutowych to właśnie finansowanie deficytów innych państw - bo czymże innym jest kupowanie ich obligacji?
Jak szerokim gestem
Polska mogłaby się wykazać? To właśnie jeden z elementów do negocjacji, jednak najprawdopodobniej chodzi o kwotę około 6,3 mld euro - tak wynika z naszych udziałów w MFW. To mniej niż 10 proc. naszych rezerw walutowych, które wynoszą ok. 76 mld euro.
Od grudnia NBP analizował, co oznaczałoby dla Polski wzięcie udziału w takim projekcie. Czy to nie będą pieniądze stracone? Według Belki Fundusz jest najbardziej wiarygodnym kredytobiorcą. - Jeśliby MFW zbankrutował, to znaczy, że cały świat zbankrutował i wszystkie nasze inwestycje nie miały sensu - wyjaśniał.
Kolejna sprawa, to czy te 6,3 mld euro to dużo, czy mało? Z punktu widzenia wielkości rezerw kwota jest obojętna, gdyż pożyczka wcale ich nie uszczupla. Nastąpiłaby zmiana struktury rezerw - część obligacji bądź innych papierów musiałaby być sprzedana, by pożyczyć MFW.
Wsparcie MFW nie jest zabójczo opłacalnym interesem. Zysk z tej "lokaty" ma wynieść najwyżej 0,2 proc. Ale bank nie robi z tego problemu, bo na taki sam procent (choć na krótki termin) pożycza niektórym krajom strefy euro.
Sprawą pożyczki osobno ma zająć się też Rada Polityki Pieniężnej już w najbliższy wtorek.