Bój o Wartę i 1,5 mln jej klientów wygrał mało znany w Polsce niemiecki ubezpieczyciel Talanx. Po drodze pokonał m.in. włoskie Generali i austriacką grupę VIG. Po uzyskaniu wszystkich potrzebnych zezwoleń przejmie 100 proc. udziałów. Zapłaci za nie KBC 770 mln euro. Ma to nastąpić w drugiej połowie tego roku.
- Cena jest zaskakująco wysoka - mówi Kamil Stolarski, analityk banku inwestycyjnego Espirito Santo. Jego zdaniem Talanx przepłacił. Powód? - Ubezpieczyciel przygotowuje się do wejścia na giełdę. Inwestorzy dobrze odbiorą jego obecność w Europie Środkowo-Wschodniej, bo ten rynek ma dobre perspektywy wzrostu - tłumaczy Stolarski.
Wtóruje mu Tomasz Bursa, analityk Ipopemy: - Talanxowi bardzo zależało na przejęciu Warty, bo budowanie biznesu ubezpieczeniowego prawie od zera jest bardzo trudne i kosztowne. Talanx postanowił zapłacić więc 30-40 proc. premii.
Taka cena to wielki sukces właściciela Warty - belgijskiej grupy ubezpieczeniowo-bankowej KBC. Pogrążona w kryzysie musiała w 2008 i 2009 r. ratować się 7 miliardami euro pomocy od rządu Belgii. Komisja Europejska zgodziła się na pożyczkę, pod warunkiem że KBC sprzeda część spółek. Obok Warty na sprzedaż wystawiła też należący do niej Kredyt Bank.
- Mimo trudnej sytuacji na rynkach udało się przeprowadzić bardzo dużą i trudną operację. Przejęcie pozwoliło też na podniesienie kapitałów grupy i ograniczenie ryzyka - cieszył się po ogłoszeniu sprzedaży Jan Vanhevel, prezes grupy KBC. Po transakcji akcje KBC poszły w górę ponad 10 proc.
Powody do zadowolenia ma też Talanx. To trzecia co do wielkości grupa ubezpieczeniowa w Niemczech i jedenasta w Europie. Właśnie przygotowuje się do debiutu giełdowego. W 2010 r. zebrała od klientów 23 mld euro składek, działając w 150 krajach na całym świecie. Należy do niej m.in. Hannover Re, jeden z wiodących na świecie reasekuratorów.
W Polsce ma już towarzystwa HDI Asekuracja i HDI Gerling Życie. Miesiąc temu podpisała umowę kupna firmy ubezpieczeniowej Europa od należącego do Leszka Czarneckiego Getin Holdingu. Talanx wyłoży razem z japońskim ubezpieczycielem Meiji Yasuda 912 mln zł. Japończycy mają wejść także do Warty - będą mieli 30 proc. udziałów.
Tak powstanie druga największa grupa ubezpieczeniowa w Polsce. Będzie miała 15 proc. udziałów w rynku ubezpieczeń majątkowych i 19 proc. w życiowym. Lider rynku PZU ma odpowiednio 33 i 32 proc. W tyle zostawi austriacką grupę VIG (należy do niej m.in. Benefia i Compensa), a także Ergo Hestię.
- To dobra wiadomość zarówno dla spółki, jak i dla klientów. Transakcja znacząco wzmocni pozycję Warty na polskim rynku. Dzięki stabilnej sytuacji finansowej udziałowca Warta zyska możliwość dalszego rozwoju - mówi Jarosław Parkot, prezes Warty.
Na razie zostanie na stanowisku. - Planuję dalszą współpracę z aktualnym zespołem Warty, który naszym zdaniem wykonuje fantastyczną pracę - zapowiedział Herbert Haas, prezes Talanxa. Również analitycy nie spodziewają się zmian na kierowniczych stanowiskach. - Najwyżej ktoś z Talanxa przyjedzie nadzorować finanse ubezpieczyciela - mówi Stolarski.
Większych zmian analitycy nie spodziewają się też w działalności Warty. - Wychodzą Belgowie, wchodzą
Niemcy. Będzie tak jak w przypadku banku BZ WBK kupionego od Irlandczyków przez hiszpańskiego Santandera. Biznes będzie się kręcił tak jak do tej pory, może uda się trochę ściąć koszty dzięki podobnej strukturze sprzedaży Warty i Europy - uważa Stolarski.
Nie jest to najlepsza wiadomość dla klientów ubezpieczyciela. Bo firma potrzebuje zmian. - Skostniała spółka działająca siłą rozpędu dzięki znanej marce - to najczęstsza opinia o Warcie powtarzająca się w rozmowach z analitykami. Nie zawsze tak było. Istniejąca od 1920 r. Warta jest obok PZU najstarszą firmą ubezpieczeniową na polskim rynku.
Największe triumfy świeciła na początku lat 90. Wtedy lgnęli do niej najlepsi, bo bogaci klienci liczący na dobrą - jak na tamte czasy - obsługę. Fantastycznie rozwijała się obsługa firm - to tam ubezpieczał się cały duży przemysł.
Coś zaczęło się psuć dwanaście lat temu, kiedy w Wartę zainwestowali najbogatsi Polacy - Jan Kulczyk z Jerzym Starakiem. Ubezpieczyciel przestał nadążać za konkurencją, która na rynku była coraz ostrzejsza. Do Polski wchodzili kolejni europejscy giganci: niemiecki Allianz, francuska AXA, włoskie Generali.
Prawdziwe kłopoty zaczęły się, kiedy ubezpieczyciela kupiło KBC. Belgowie chcieli zmienić firmę na swoje podobieństwo. Sami zaczynali od małych spółeczek, bazując na sieci kontaktów, tak jak potem polskie kasy oszczędnościowe
SKOK.
- Belgowie nie mieli pojęcia o sprzedaży polis dla dużych firm, nie czuli klienta Warty. Większość wprowadzonych przez nich zmian zaprzepaściła to, co firma do tej pory robiła naprawdę świetnie - mówi były członek zarządu Warty.
Do tej pory Warta skupiała się na ubezpieczeniach dla dużego i średniego biznesu oraz na zamożnych klientach indywidualnych. Belgowie zdecydowali się zerwać z tym wizerunkiem i sprzedawać polisy zwykłemu Kowalskiemu. Warta zupełnie nie była do tego przygotowana.
Ramię korporacyjne spółki było stopniowo marginalizowane. Likwidowano kolejne departamenty, zwalniano świetnych fachowców. Jednocześnie Belgowie mocno uzależnili Wartę od Kredyt Banku, a z czasem ubezpieczyciel stał się tylko dodatkiem do banku. - O tym najlepiej świadczy fakt, że osobny miał tylko dział informatyczny - mówi analityk.
Dwa lata temu Warta po raz pierwszy w historii straciła pozycję wicelidera rynku. Prześcignęła ją sopocka Ergo Hestia, która jeszcze pięć lat wcześniej była ośmiokrotnie mniejsza. - Szkoda Warty, bo to przecież część historii polskich ubezpieczeń. Ale cóż, przecież właściciel może zrobić wszystko - mówi wspomniany analityk.
Od miesięcy spółka była w zawieszeniu. - Działania zarządu sprowadzały się do cięcia kosztów, po to tylko, żeby ktoś to kupił i dał jak najwyższą cenę - ocenia były członek zarządu ubezpieczyciela. Do końca marca spółka ma zakończyć proces "optymalizacji zarządzania". W wyniku zmian pracę straci od 100 do 200 osób zatrudnionych na kierowniczych stanowiskach.