W ostatnim kwartale 2011 r. PGNiG sprzedało 4,2 mld m sześc. gazu, o 0,2 mld m sześc. mniej niż przed rokiem - poinformował nasz gazowy koncern. I - jak tłumaczy - to wynik wyższych temperatur niż przed rokiem.
Z pogorszenia koniunktury koncern mógł też wyciągnąć korzyści, bo w ostatnim kwartale zeszłego roku gwałtownie wzrosły ceny gazu sprowadzanego przez PGNiG z Rosji, a nie zmieniły się taryfy PGNiG dla klientów w kraju. - Będziemy mieli mniejsze straty - powiedział nam rozmówca z gazowego koncernu, który chciał zachować anonimowość.
Z powodu ciepłej zimy Gazprom obniżył ceny gazu pięciu koncernom z Europy Zachodniej - ujawnił w zeszłym tygodniu wiceprezes rosyjskiego koncernu Aleksander Miedwiediew.
Ale takich obniżek Gazprom odmawia PGNiG, chociaż
Polska już w 2010 r. za rosyjski gaz płaciła o 10-20 proc. drożej niż państwa Europy Zachodniej - jak wynika z danych Gazpromu ujawnionych przez rosyjski
dziennik "Wiedomosti".
Ciepła zima doprowadziła także w
USA do gazowej "klęski urodzaju".
Od początku roku do końca zeszłego tygodnia ceny gazu na giełdzie w Nowym Jorku spadły aż o 23 proc. W ostatni piątek na Wall Street 1000 m sześc. gazu kosztował zaledwie 82 dol., ponad sześć razy taniej niż PGNiG płaci za taką samą ilość gazu z Rosji!
Tak tanio za gaz Amerykanie nie płacili od dziesięciu lat. Tę przecenę zawdzięczają inwencji swoich gazowników, którzy pierwsi w świecie zaczęli wydobywać gaz uwięziony w skałach łupkowych. Eksploatacja gazu z łupków na masową skalę zaczęła się w 2008 r. i od tego czasu wydobycie gazu w Stanach Zjednoczonych rosło jak na drożdżach, a jego ceny zleciały.
Obfitość taniego surowca pobudziła rozwój gospodarki USA i ściąga tam inwestycje firm chemicznych i metalurgicznych. Ale na razie Amerykanie mają problem. W magazynach w USA jest o jedną piątą gazu więcej niż przed rokiem i nic nie zapowiada mrozów, które gwałtownie zwiększyłyby konsumpcję "błękitnego paliwa". Elektrownie w USA przestawiają się z węgla na gaz, ale na takie inwestycje trzeba czasu, a nadmiar gazu jest już dziś. Część ekspertów zaczęła prognozować, że wkrótce 1000 m sześc. gazu w USA będzie kosztować nawet 70 dol. Zdaniem ekspertów firmy doradczej FactSet przy obecnych cenach zarabia się w USA tylko na eksploatacji najtańszych i najbardziej wydajnych złóż w łupkach - napisała amerykańska agencja AP.
Wczoraj zareagowała firma Chesapeake Energy, jeden z amerykańskich liderów
gazu łupkowego. Chesapeake zapowiedziało, że obcina o 8 proc. tegoroczne plany i w tym roku wydobędzie tyle samo gazu, ile w 2011 r. albo nieco mniej. Zaraz potem ceny gazu na Wall Street wzrosły o 4 proc.
Śladem Chesapeake mogą pójść inne firmy gazownicze w USA. Ale zdaniem ekspertów nie doprowadzi to do spadku wydobycia gazu w Stanach Zjednoczonych, najwyżej zahamuje wzrost wydobycia.
Amerykańskie firmy przewidziały taki scenariusz i zaczęły stosować metody eksploatacji gazu łupkowego do wydobycia ropy naftowej ze skał zwanych łupkami bitumicznymi, bo to się teraz bardziej opłaca.
W zeszłym tygodniu w USA prowadzono 1223 odwierty w złożach ropy, najwięcej od 24 lat - poinformowała firma doradcza Baker Hughes. Zdaniem firmy analitycznej Bentek Energy dzięki eksploatacji złóż w łupkach do 2016 r. USA mogą zwiększyć produkcję ropy o 110 mln ton rocznie. W zeszłym miesiącu Citibank oceniał, że do końca dekady dzięki eksploatacji ropy z łupków USA mogą ograniczyć
import ropy o ponad 150 mln ton rocznie, zyskując niezależność energetyczną.
Polska ma największe w Europie zasoby gazu w łupkach, wynoszące 5,3 bln m sześc. - oszacowała przed rokiem amerykańska rządowa Agencja Informacji Energetycznej. A w zeszłym tygodniu brytyjski koncern BP, ocenił że eksploatacja gazu łupkowego w Europie na większą skalę zacznie się po 2020 r. i w ciągu dekady będzie wyraźnie rosła. Gdański Lotos chce też szukać gazu łupkowego na Litwie. Wczoraj szef Lotosu Paweł Olechnowicz poinformował o tym premiera Litwy Andriusa Kubliusa.