Szefowa MFW naciska na lepsza ochronę i euroobligacje

Tomasz Bielecki, Bruksela
24.01.2012 , aktualizacja: 24.01.2012 09:07
A A A Drukuj
- Strefa euro potrzebuje zwiększenia funduszy ratunkowych, żeby Włochy i Hiszpania nie wpadły w kłopoty z wypłacalnością - mówiła wczoraj szefowa MFW. Jednak to nie jej apel, lecz pat w rozmowach Greków z wierzycielami zdominowały szczyt eurogrupy
Szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy i premier Donald Tusk dyskutowali wczoraj w Warszawie o procedurach
rozmów w Europie w przyszłości. Polsce zależy, aby unia fiskalna nie podzieliła kontynentu na
PAP/|Radek pietruszka
Szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy i premier Donald Tusk dyskutowali wczoraj w Warszawie o procedurach rozmów w Europie w przyszłości. Polsce zależy, aby unia fiskalna nie podzieliła kontynentu na "lepszych" i "gorszych"
Szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde, która przemawiała wczoraj w Berlinie, polemizowała - choć tylko pośrednio - z niemieckim stanowiskiem w walce z kryzysem. Straszyła, że brak jasnego planu w sprawie zwiększania funduszy ratunkowych strefy euro może wepchnąć Rzym i Madryt w ogromne tarapaty. Przekonywała do konieczności "pogłębienia integracji" w sektorze bankowym eurolandu (czyli m.in. wspólnej instytucji ratującej banki oraz wspólnego funduszu ich restrukturyzacji) oraz do wprowadzenia euroobligacji lub innych form podzielenia się odpowiedzialnością za część długów krajów strefy euro.

Nowy fundusz ratunkowy ESM, którym zajmowali się wczoraj ministrowie eurogrupy w Brukseli, powinien zacząć działać w lipcu 2012 r., zamiast - jak pierwotnie zakładano - w 2013 r. Dla włoskich czy francuskich polityków to przyspieszenie w sprawie ESM, który może mieć 500 mld euro mocy pożyczkowej, to szansa na wzmocnienie tamy antykryzysowej strefy euro - jeśli do ESM dodać wolne, jeszcze nieobiecane Portugalii, Irlandii i Grecji fundusze ratunkowe z obecnego funduszu EFSF (zostało około 250 mld euro). Niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble powtarza, że połączone fundusze nie powinny przekroczyć 500 mld euro, ale już zapowiedziano, że docelową sumą zajmie się dopiero marcowy szczyt unijny.

- Niemcy nadal są przeciw pomysłom popieranym przez Lagarde - mówili wczoraj zachodni dyplomaci. Jednak dziennik "Financial Times", powołując się na rozmówców w Berlinie, donosił wczoraj wieczorem, że Niemcy są gotowe do rozmów o zwiększeniu funduszu ratunkowego do 750 mld euro, jeśli kraje euro przyjmą surowe zasady dyscypliny finansowej.

Jednak posiedzenie eurogrupy zdominowała nie debata o dalszej strategii antykryzysowej, lecz impas w negocjacjach Grecji o redukcji jej długu z prywatnymi wierzycielami reprezentowanymi przez Charlesa Dallarę z Institute of International Finance (IIF). Na październikowym szczycie eurolandu wierzyciele zgodzili się, by zmniejszyć dług Grecji o około 100 mld euro (z ponad 350 mld) poprzez zamienienie części posiadanych greckich papierów na nowe, z o połowę mniejszą wartością nominalną. Strefa euro w zamian zadeklarowała gotowość do wyłożenia do 30 mld euro na dodatkowe zabezpieczenie dla nowych greckich papierów.

Straty, na które mieliby się zgodzić prywatni wierzyciele (głównie banki), oraz pożyczki pomocowe od strefy euro oraz MFW mają pozwolić Atenom - jak postanowił szczyt euro - na zbicie ich długu z obecnych ponad 160 proc. PKB w 2020 r. do około 120 proc. PKB. To poziom długu, który - zdaniem ekspertów z UE i MFW - Grecy mogliby obsługiwać bez pomocy z zewnątrz. Kłopot w tym, że ogólnikowe porozumienie eurolandu z IIF pozostawiło otwarty problem oprocentowania nowych obligacji, które wierzyciele mieliby otrzymać od Grecji przy odpisywaniu 50 proc. nominalnej wartości starych papierów.

- Rentowność proponowana przez Ateny wspierane przez MFW i Berlin sprawiłaby, że nasze straty wyniosą nie 50 proc., lecz 65-70 proc. - skarżyli się wczoraj przedstawiciele bankowców. Greccy eksperci rządowi odpowiadali, że ten rachunek strat jest w wielu wypadkach naciągany, bo część wierzycieli kupowała greckie obligacje po zaniżonej cenie na rynku wtórnym. Jeśli banki oraz euroland nie porozumieją się co do warunków "dobrowolnej redukcji długu", to albo strefa euro i MFW będą musiały wyłożyć więcej na pomoc Atenom (na to nie ma zgody w Holandii czy Niemczech), albo Ateny będą musiały ogłosić niewypłacalność w sprawie części swych długów (co zmusi banki do niedobrowolnych strat), czego wcześniej bała się strefa euro ze względu na zamieszanie na rynkach.

- Holandia jest gotowa pójść na wariant z "niedobrowolnymi" stratami banków - mówił wczoraj wieczorem holenderski minister finansów Jan Kees de Jager.

Późnym wieczorem 27 ministrów finansów UE rozpoczęło debatę o unii fiskalnej. Polsce zależy, by z umowy wyeliminować szczyty euro bez udziału krajów spoza eurolandu. Ale wedle najnowszej wersji umowy kraje spoza unii walutowej mogą być zaledwie dopraszane "co najmniej raz w roku" na szczyty euro dotyczące wdrażania umowy fiskalnej. By w nich uczestniczyć, kraje - jak Polska - powinny zobowiązać się do wdrażania "pewnych przepisów umowy". To przeszkoda do pokonania, bo choć Polska nie chce wprowadzać nowych rygorów budżetowych, to w umowie są lżejsze obowiązki, jak np. informowanie partnerów o datach emisji długu. Główna bitwa o tekst umowy odbędzie się na szczycie Unii Europejskiej 30 stycznia. O tym rozmawiali wczoraj w Warszawie szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy i premier Donald Tusk.

Zobacz więcej na temat:

Bądź na bieżąco, codziennie, za darmo i o stałej porze -

czytaj nasz newsletter!

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?

Zamów newsletter!