KNF w liście skierowanym do towarzystw rekomenduje, "aby powszechne towarzystwa emerytalne, których sytuacja kapitałowa oraz majątkowa wskazuje na niski poziom zdolności do pokrycia ewentualnego niedoboru w
OFE, nie wypłacały dywidendy i przeznaczyły wypracowany zysk na wzmocnienie swojej bazy kapitałowej".
Chodzi o sytuację, w której otwarty fundusz emerytalny (OFE), którym zarządza towarzystwo, nie osiągnąłby wymaganej minimalnej stopy zwrotu wyznaczanej przez nadzór (robi to dwa razy do roku, oceniając trzyletnie wyniki inwestycyjne OFE). W takiej sytuacji towarzystwo musi dopłacić członkom funduszu różnicę z własnej kieszeni. Do tej pory robił tak dwukrotnie fundusz PKO BP Bankowy. Groziło to też Polsatowi.
KNF boi się, że towarzystwa mogą nie mieć wystarczająco dużo pieniędzy, żeby pokryć ewentualne straty klientów. Powód? Aktywa funduszy cały czas rosną, a nie idzie za tym zwiększanie zabezpieczenia finansowego towarzystw. Bo większość z nich zyski wypłaca swoim akcjonariuszom w postaci dywidendy.
Kryteriów przyjętych przez KNF nie spełnia obecnie sześć towarzystw. Zgodnie z zaleceniami nadzoru nie powinny one wypłacać dywidendy (zgodnie z prawem trzy z nich i tak nie mają takiej możliwości, bo nie pokryły jeszcze strat z lat ubiegłych). Kolejne trzy mogłyby wypłacić tylko część ubiegłorocznego zysku. O które towarzystwa chodzi? - Nie podajemy nazw - ucina Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.
KNF wysłał list, bo dawno nie może się doprosić od rządu zmian w ustawie emerytalnej. Wskazywał m.in. na brak w niej wymogów kapitałowych dla towarzystw emerytalnych uzależnionych od wielkości aktywów, jakimi zarządzają. Dla wszystkich wynosi on teraz zaledwie 2,5 mln euro. Dodatkowo w funduszu gwarancyjnym PTE muszą trzymać 0,4 proc. aktywów. W przypadku największych OFE - Avivy i ING (każde z nich zarządza ponad 50 mld zł) - jest to przeszło 200 mln zł. Jeśli kapitały jednego z towarzystw okażą się niewystarczające, KNF może odebrać mu licencję na zarządzanie OFE. - Jeżeli uznamy, że jest to konieczne, nie zawahamy się podjąć takiej decyzji - powiedział "Gazecie" Michał Kozak, dyrektor departamentu nadzoru inwestycji emerytalnych w KNF.