Kilka dni temu premier Donald Tusk ostrzegał, że
Polska nie podpisze umowy paktu fiskalnego, jeśli on "podzieli UE". Wciąż nie wiadomo, z jakim stanowiskiem pojedzie na poniedziałkowy szczyt. Wczoraj na specjalnym posiedzeniu rząd dyskutował o pakcie, jednak żadnych uzgodnień nie ujawniono.
- Podczas dzisiejszego posiedzenia rząd odbył dyskusję o projekcie "Traktatu o stabilności, koordynacji i zarządzaniu w Unii Gospodarczej i Walutowej", czyli umowie fiskalnej, która będzie przedmiotem obrad Rady Europejskiej 30 stycznia br. Celem tej umowy jest zwiększenie dyscypliny finansowej (budżetowej) w krajach
strefy euro - głosi lakoniczna informacja po posiedzeniu. Rzeczniczka prasowa resortu finansów nie odbierała telefonu, a strona internetowa Kancelarii Premiera nie działała.
Ostatni projekt porozumienia, który ma być dyskutowany w Brukseli, przewiduje, że sygnatariusze umowy, którzy nie przyjęli jeszcze wspólnej waluty, mogą być dopraszani na co najmniej jeden szczyt euro rocznie. Ale pod dwoma warunkami.
Po pierwsze - tematem szczytu powinno być wdrażanie unii fiskalnej. Po drugie - doproszone kraje muszą wcześniej nie tylko ratyfikować tę umowę, ale zadeklarować chęć wdrożenia części jej zapisów.
Dla Polski to za mało - chcemy mieć poczucie, że mamy wpływ na podejmowanie decyzji.
Polska wyraziła w grudniu 2011 r. wstępną chęć dołączenia do umowy fiskalnej, ale jednocześnie zadeklarowała, że jej budżetowe rygory (m.in. zasada zrównoważonego
budżetu wpisana w prawa krajowe, najlepiej konstytucję) zamierza przyjąć dopiero po zamianie złotego na euro (projekt umowy na to pozwala).