Wczoraj KE ogłosiła swój pierwszy raport na temat
gazu łupkowego w UE, przygotowany na zlecenie Brukseli przez belgijską firmę prawną Philippe & Partners.
Raport dotyczy przepisów i procedur wydawania koncesji na poszukiwanie oraz wydobycie gazu łupkowego we Francji, w Niemczech, Polsce i Szwecji - wybranych państw UE, w których wydano już takie koncesje (we Francji potem je cofnięto).
Chodzi o gaz uwięziony i rozproszony w skałach łupkowych. O tych złożach geolodzy wiedzieli od dawna, ale dopiero kilka lat temu amerykańskim gazownikom udało się do nich dobrać i odnieśli wielki sukces. Od 2009 r. Stany Zjednoczone stały się największym producentem gazu na świecie i uniezależniły od
importu "błękitnego paliwa", a jego ceny w
USA gwałtownie spadły.
Aby uwolnić gaz ze skał łupkowych, Amerykanie stosują metodę szczelinowania hydraulicznego, która polega na wtryśnięciu pod dużym ciśnieniem mieszaniny wody z piaskiem, zawierającej także 0,5 proc. chemicznych dodatków. To wzbudziło protesty obrońców środowiska, którzy obawiają się, że chemikalia mogą skazić wodę. Gazownicy i geolodzy zaprzeczają.
Spory o wpływ szczelinowania na środowisko podzieliły jednak unijnych polityków, a oliwy do ognia dolała
Francja, która w połowie zeszłego roku jako pierwsze państwo świata zakazała poszukiwania i eksploatacji złóż z zastosowaniem szczelinowania. Ogłoszony wczoraj raport to głos w tej unijnej debacie.
Według raportu w przepisach Francji, Niemiec, Polski i Szwecji nie ma "poważnych luk" odnośnie do przyznawania koncesji oraz związanych z tym zezwoleń środowiskowych, regulowanych też często przez unijne prawo. Z raportu wynika, że
Polska ma nieraz bardziej wymagające przepisy niż pozostałe państwa UE.
Polska wprowadziła np. przetargi na koncesje, tak jak żądała KE. A raport podaje, że takich przetargów nie ma w Niemczech. W Niemczech nie są też wymagane, jak w Polsce, odrębne zezwolenia na wykorzystanie wody. W Polsce firmy górnicze używające chemikaliów muszą uzyskać akceptację, zanim je zastosują. A we Francji dopiero na koniec roku firmy informują, jakich chemikaliów używały.
- To studium potwierdza, że nie ma natychmiastowej potrzeby zmiany prawa UE - powiedział komisarz UE ds. energii Günther Oettinger.
Nasi politycy odetchnęli z ulgą, bo Polska według amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej ma największe zasoby gazu łupkowego w Europie, szacowane na 5,3 bln m sześc. - Raport jest pozytywny z naszego punktu widzenia - przekazało nam źródło w MSZ. - Ta analiza prawna pokazuje, że mamy dobre prawo regulujące wydobycie gazu niekonwencjonalnego. Oznacza to, że w najbliższych latach KE nie będzie proponowała nowych dyrektyw w sprawie gazu niekonwencjonalnego - stwierdził europoseł Konrad Szymański (PiS).
Jednak Oettinger zaznaczył, że raport dotyczy dzisiejszej sytuacji, gdy w Europie nie wydobywa się jeszcze gazu z łupków. - Z powagą podchodzimy do obaw środowiskowych i będziemy nadal monitorować rozwój wydobycia gazu łupkowego w UE - podkreślił komisarz. To znaczy, że KE nie będzie utrudniać poszukiwań gazu łupkowego, ale może podnieść poprzeczkę przed jego wydobyciem.
Gaz z łupków rozpala namiętności także w USA. W środę prezydent USA Barack Obama zapowiedział, że jego rząd opracuje plan "odpowiedzialnej" eksploatacji gazu łupkowego i oparte na zdrowym rozsądku przepisy, umożliwiające eksploatację bez wystawiania środowiska i zdrowia ludzi na ryzyko. Konkretów Obama nie podał, a gazownicy obawiają się, że nowe regulacje zahamują eksploatację.