Cicha rehabilitacja Toyoty po głośnym skandalu w USA

Andrzej Kublik
28.01.2012 , aktualizacja: 27.01.2012 21:21
A A A Drukuj
Nie ma problemów z elektroniką w autach Toyoty - potwierdził specjalny zespół naukowców w USA, oczyszczając japońskiego giganta z zarzutów, które zmusiły Toyotę do przymusowego przeglądu 8 mln aut.
24. Toyota Prius + - nowa rodzinna wersja najpopularniejszego auta Toyoty o napędzie hybrydowym i pierwsze w Europie auto hybrydowe, którym można przewozić 7 osób.
24. Toyota Prius + - nowa rodzinna wersja najpopularniejszego auta Toyoty o napędzie hybrydowym i pierwsze w Europie auto hybrydowe, którym można przewozić 7 osób.
Szef Tesli Elon Musk (po lewej) porozumiał się z szefem Toyoty Akio Toyodą
Szef Tesli Elon Musk (po lewej) porozumiał się z szefem Toyoty Akio Toyodą


To był jeden z najgłośniejszych skandali w historii motoryzacji. W styczniu 2010 r. administracja prezydenta USA Baracka Obamy zażądała od Toyoty przymusowego przeglądu i napraw 8 mln najpopularniejszych aut tego koncernu, który dwa lata wcześniej został liderem światowej motoryzacji, odbierając ten tytuł General Motors. Z takim żądaniem wystąpiła amerykańska rządowa Agencja Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA), do której zgłaszali się kierowcy, twierdząc, iż auta Toyoty samoczynnie przyspieszają, czasem nawet po zdjęciu nogi z pedału gazu.

Rozpętało się piekło. W amerykańskich gazetach zaroiło się od opowieści kierowców o horrorze jazdy autami Toyoty, które miały same się rozpędzać, a czasem nawet rozbijać z tego powodu. W Kalifornii telewizja na żywo relacjonowała perypetie kierowcy, który mimo pomocy policjantów nie mógł zatrzymać swojej Toyoty pędzącej coraz prędzej po autostradzie. Sekretarz transportu USA Ray LaHood publicznie domagał się, by "przypiekać pięty" menedżerom Toyoty, aż wyjaśnią, dlaczego ich auta tak nagle przyspieszają. Na specjalne przesłuchanie do Kongresu USA wezwano szefa japońskiego koncernu Akiro Toyodę.

Większość wziętych pod lupę aut Toyoty miała elektroniczny pedał gazu i część amerykańskich polityków twierdziła, że problem leży w japońskiej elektronice. Ale Toyota zapewniała, że elektronika jest w porządku. I wstępne badania nie wykazały żadnej wady. Co więcej, w przypadku paru kierowców, którzy wypadki tłumaczyli wadą elektroniki, właśnie elektronika pozwoliła ustalić prawdę. Bo były to modele aut Toyoty z fabrycznie montowaną "czarną skrzynką". Po jej odczytaniu okazało się, że auto miało stłuczkę, bo kierowca nie hamował - jak twierdził - lecz naciskał na gaz. Wtedy w USA pojawiła się teoria "elektronicznego chochlika", który miał zaburzać działanie mikroprocesora, a potem ulatniać się bez śladu.

Na żądanie Kongresu USA agencja NHTSA przez 10 miesięcy badała auta Toyoty, a ich elektronikę rozpracowywano z pomocą specjalistów z agencji kosmicznej NASA. Kosztowało to 1,5 mln dol. W zeszłym roku NHTSA uznała, że elektronika japońskich aut jest w porządku. Zbadano też 78 aut Toyoty, które miały wypadek - zdaniem właścicieli z powodu samoczynnego przyspieszenia. Według NHTSA w 77 przypadkach do wypadku doszło, bo kierowcy zamiast hamulca wciskali gaz. Raz pedał gazu zaplątał się w dywanik. Zdaniem agencji auta mogły czasem przyspieszać z powodu zacinającego się pedału gazu. Ale to dotyczyło tylko kilkudziesięciu tysięcy aut, do których wadliwy pedał wyprodukował amerykański kooperant Toyoty.

Te ustalenia nie spodobały się w Kongresie i na jego żądanie sprawą zajęła Rada Naukowa ds. Transportu - instytucja doradzająca władzom USA, ale niezależna od nich i złożona z naukowców, pracujących na uczelniach i w przemysłowych ośrodkach badawczych oraz ekspertów od bezpieczeństwa drogowego. Po niemal rocznych pracach w toku swoistej apelacji, Rada potwierdziła ustalenia NHTSA: elektronika aut Toyoty były w porządku. Tej informacji media w USA poświęciły dużo mniej miejsca niż doniesieniom o rzekomo demonicznych narowach japońskich aut.

- Sądzę, że to zamyka sprawę - powiedział Roy LaHood. A Toyota stwierdziła tylko, że Rada Naukowa wykonała cenną pracę. Wyniki tych badań mogą pomóc Japończykom w procesach cywilnych w USA z właścicielami "samoczynnie" przyspieszających aut. Ale jak wyrównać straty poniesione z zaszarganej reputacji?

Zobacz więcej na temat:

Bądź na bieżąco, codziennie, za darmo i o stałej porze -

czytaj nasz newsletter!

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    44 głosy

Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?

Zamów newsletter!