Motodziennik

Polska nie chce ropociągu Odessa - Brody - Gdańsk - zarzuca premier Ukrainy

Andrzej Kublik
29.01.2012 , aktualizacja: 30.01.2012 09:42
A A A Drukuj
Polska nie jest zainteresowana przedłużeniem z Ukrainy ropociągu Odessa - Brody, który miał dostarczać do Europy ropę naftową ze złóż nad Morzem Kaspijskim - stwierdził premier Ukrainy Mykoła Azarow.
- Wiele razy proponowaliśmy to polskim partnerom, ale na razie nie uważają oni, by było to dla nich celowe - powiedział w sobotę Azarow, odpowiadając na pytanie na swojej stronie na portalu społecznościowym Facebook. Jego słowa zacytował poczytny ukraiński tygodnik "Dzerkało tyżnia" na swoim portalu.

O budowie wspólnego ropociągu do transportu ropy naftowej ze złóż w Azerbejdżanie, Kazachstanie i Turkmenistanie już pod koniec zeszłego stulecia rozmawiali ówcześni premierzy Polski Jerzy Buzek i Ukrainy Wiktor Juszczenko. Pod koniec 2001 r. Ukraińcy wybudowali odcinek ropociągu z nowego terminalu naftowego w Odessie do Brodów na styku z ropociągiem Przyjaźń transportującym rosyjską ropę tranzytem na Słowację, do Czech i na Węgry. Dwa lata później rządy Polski i Ukrainy podpisały z Komisją Europejską deklarację politycznego wsparcia dla stworzenia infrastruktury do transportu kaspijskiej ropy.

Porozumienie nie zostało jednak wprowadzone w życie, gdy ukraiński koncern ISD przegrał przetarg na prywatyzację Huty Częstochowa, a ówczesny wiceminister gospodarki Andrzej Szarawarski obcesowo wypowiedział się na temat inwestorów z Ukrainy. Rozpętało to antypolską burzę w ukraińskich mediach, a ówczesny prezydent Ukrainy Leonid Kuczma postanowił wydzierżawić ropociąg Odessa - Brody rosyjsko-brytyjskiemu koncernowi TNK-BP do eksportu ropy naftowej z Rosji.

Po pomarańczowej rewolucji Warszawa i Kijów wznowiły rozmowy o przedłużeniu ropociągu Odessa - Brody do Polski. Sprawujący wtedy władzę w Polsce rząd PiS początkowo dystansował się wobec tej koncepcji, potem jednak zyskała ona poparcie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zainicjował spotkania na szczycie przywódców państw Europy Środkowej poświęcone stworzeniu korytarza transportowego do dostaw kaspijskiej energii - z Azerbejdżanu, przez Gruzję i Ukrainę - do Polski i innych państw Europy.

Plany te zostały zahamowane po wojnie Rosji z Gruzją w sierpniu 2008 r., kiedy rosyjskie bombowce starały się zniszczyć dopiero co otwarty po modernizacji ropociąg znad Morza Kaspijskiego nad Morze Czarne.

Dodatkowo plany dostaw kaspijskiej ropy skomplikowały spory w Kijowie. Za jak najszybszym rozpoczęciem dostaw opowiadał się prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko, ale plany te hamowała premier Julia Tymoszenko.

Pod koniec 2010 r. rosyjski państwowy koncern Transnieft przestał wykorzystywać ukraiński ropociąg, informując, że nie potrzebuje tego, bo w Rosji rozbudowano już inne terminale portowe do eksportu ropy.

W zeszłym roku pierwszy raz ropociągiem Odessa - Brody zaczęto przesyłać kaspijską ropę z Azerbejdżanu, na dodatek po raz pierwszy zgodnie z pierwotnym planem - z południa na północ. Ale z Brodów ta kaspijska ropa nie popłynęła do Europy Zachodniej, lecz na Wschód - do Białorusi. W zeszłym tygodniu władze terminalu w Odessie poinformowały jednak, że Białoruś wstrzymała transporty surowca z Azerbejdżanu rurą Odessa - Brody.

We wrześniu zeszłego roku rozstrzygnięcia kwestii przedłużenia ropociągu Odessa - Brody do Polski prezydent Bronisław Komorowski zażądał od rządu, który miał powstać po wyborach parlamentarnych. - Będę rekomendował przyszłemu rządowi, po wyborach, podjęcie stosownych decyzji, rozstrzygnięć, na ile i na jakich zasadach strona polska chce w tym projekcie uczestniczyć - stwierdził Komorowski.

Zobacz więcej na temat:

Bądź na bieżąco, codziennie, za darmo i o stałej porze -

czytaj nasz newsletter!

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?

Zamów newsletter!