Motodziennik

Wydawca "Rzeczpospolitej" na wojnie z byłym pracownikiem

Vadim Makarenko
31.01.2012 , aktualizacja: 30.01.2012 21:18
A A A Drukuj
Wydawca "Rzeczpospolitej" walczy o utrzymanie kontroli nad jedną ze spółek zależnych. W poniedziałek zawiadomił o sprawie prokuraturę

Fot. Piotr Bernaś / AG
- Jest podejrzenie, że lista akcjonariuszy była fałszowana wcześniej albo została sfałszowana na najbliższe Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy - mówi Jarosław Knap, doradca spółki Gremi Media, właściciela Presspubliki.

"Artur Sierant, do niedawna wiceprezes Presspubliki z ramienia skarbu państwa wbrew interesom swojego pracodawcy [...] wraz z mniejszościowymi akcjonariuszami chcą przejąć kontrolę nad Notorią" - poinformowała poniedziałkowa "Rzeczpospolita" w materiale zajmującym prawie całą stronę w dziale gospodarczym i podpisanym skrótem "dep". Kto jest jego autorem - nie wiadomo. Pod tekstem zamieszczono też oświadczenie, z którego wynika, że wydawnictwo zdecydowało się na "obszerną i wszechstronną publikację", gdyż sprawa dotyczy jego "bezpośrednio".

Dlaczego pod tekstem brakuje podpisów? - Dopiero teraz to zauważyłem. Nie pomyślałem o tym, ale nie było takiej intencji. Nad tym tekstem pracowała dwójka autorów z "Rzeczpospolitej i "Parkietu", a potem jeszcze do ostatniej chwili go poprawialiśmy - tłumaczy Tomasz Wróblewski, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" i wiceprezes zarządu Presspubliki. Twierdzi on, że autorzy materiału nie wycofali swoich podpisów. - Nie było takiej sytuacji - podkreśla. Oświadczenie pod artykułem pojawiło się "dla jasności". Naczelny przyznaje, że tekst jest wielki jak na spółkę, której roczne przychody sięgają zaledwie 2 mln zł. - Normalnie nie poświęciliśmy tej sprawie tyle miejsca - dodaje Wróblewski.

Notowana na rynku NewConnect firma Notoria zajmuje się sprzedażą danych z rynków kapitałowych - notowań, raportów finansowych spółek, informacji o składzie akcjonariuszy poszczególnych spółek itp. Jej klientami są portale internetowe, agencje informacyjne oraz wydawcy gazet, w tym "Gazeta Wyborcza" i "Rzeczpospolita". Ta ostatnia jest również większościowym akcjonariuszem Notorii. Wydawnictwo Presspublica, skupiające poza "Rzeczpospolitą" także "Parkiet" oraz tygodnik "Uważam Rze", jest właścicielem 50,01 proc. akcji spółki. Kiedyś było właścicielem 100 proc., ale zdecydowało się na podwyżkę kapitału i wprowadzenie spółki na rynek publiczny. W efekcie jego udział zmalał o prawie połowę. Akcje zaczął skupować natomiast Artur Sierant, który założył Notorię wraz z bratem. Dziś skupia 11,25 proc. akcji firmy i domaga się prawa do powoływania członka jej zarządu. Wraz z innymi mniejszościowymi chce przegłosować również podwyżkę kapitału poprzez emisję nowych akcji. Ich nabywców miałby wskazać zarząd spółki. "Kierownictwo Presspubliki uważa, że zmierza to do rozwodnienia jej udziału i zmniejszenia go do poniżej 50 proc." - alarmuje "Rzeczpospolita". Dojść do tego mogłoby już dziś podczas nadzwyczajnego walnego zgromadzenia akcjonariuszy (NWZA), ale udział w nim Presspubliki jest niepewny. Jej prawnicy przeoczyli bowiem, że ogłoszenie zwołujące NWZA na 31 stycznia nakłada na akcjonariuszy obowiązek zdeponowania akcji. Wydawnictwo nie mogło tego zrobić, bo - jak twierdzi - jego akcje cały czas znajdują się... w Notorii. Presspublica nigdy nie odebrała ich fizycznie, ale mimo to brała udział we wcześniejszych walnych. Dlatego wydawca "Rzeczpospolitej" zwołał kolejne NWZA, na 28 lutego, które miałoby unieważnić uchwały poprzedniego NWZA. Na dodatek jego przedstawiciele zamierzają stawić się na wtorkowym walnym Notorii, choć nie zdążyli się na nie zarejestrować.

Jakim cudem prawnicy Presspubliki przeoczyli obowiązek złożenia akcji Notorii? Zdaniem Jarosława Knapa, doradcy zarządu Gremi Media, zostali zaskoczeni. - Takich działań się nie podejmuje na giełdzie. Większościowy udziałowiec jest zaskoczony działaniami mniejszościowych - dodaje Knap.

Artur Sierant, który w drugiej połowie grudnia przestał być członkiem zarządu Presspubliki, jest na wypowiedzeniu do 31 marca. Zaprzecza temu, że utrudnia wydawnictwu udział w walnym. - Wszystko wynika z wymogów prawa - kwituje.

Nie ma obowiązku świadczenia pracy, ale w piątek został wezwany na spotkanie w wydawnictwie. - We wtorek o godz. 10 mam pojawić się w firmie na wezwanie pracodawcy - mówi.



Zobacz więcej na temat:

Bądź na bieżąco, codziennie, za darmo i o stałej porze -

czytaj nasz newsletter!

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?

Zamów newsletter!