We wtorek koalicja amerykańskich związków zawodowych, części Demokratów i grupy interesu branży handlowej rozpocznie kampanię przeciwko Chinom w przemyśle samochodowym. Oskarża ona Pekin o niesprawiedliwe dotowanie chińskich producentów części samochodowych i nielegalne ograniczenie
eksportu kluczowych surowców potrzebnych zagranicznym producentom do zachowania konkurencyjnej pozycji.
Koalicja twierdzi, że 900-proc. wzrost
importu części samochodowych z Chin w ciągu ostatniej dekady, prawie 12 mld dol. rocznie, spowodował likwidację miejsc pracy w Michigan, Ohio i Pensylwanii. Trzech stanów w kampanii wyborczej nie można tak łatwo zignorować, pisze
"NYT". Branża motoryzacyjna nadal jest w szoku po wprowadzeniu w ubiegłym miesiącu przez
Chiny cła na amerykańskie
samochody. Organizatorzy kampanii oczekują od administracji Obamy twardego stanowiska wobec Chin. Ich zdaniem branży należy bronić w tak samo zdecydowany sposób, jak ratowano General Motors w 2009 roku.
Pekin zaprzecza, że łamie umowy międzynarodowe, i zapewnia, że przestrzega regulacji WTO. Za dwa tygodnie w Waszyngtonie gościć będzie wiceprezydent Xi Jinping. Zastąpi on prawdopodobnie wkrótce obecnego prezydenta Hu Jintao. Zanim jednak wysoki urzędnik pojawi się w
USA, do kraju przyleci sześć biznesowych delegacji, by zadeklarować zakupy warte miliony. To standardowa procedura, by załagodzić nastroje antychińskie wśród polityków, wyjaśnia "NYT" anonimowy urzędnik chińskiego ministerstwa.
Gazeta zwraca uwagę, że skargi na działanie Pekinu pochodzą głównie od związków zawodowych, nie od samych producentów części, którzy mają fabryki zarówno w USA, jak i w Chinach.
Producenci części samochodowych zatrudniają w Stanach Zjednoczonych ok. 600 tys. osób. W okresie od listopada 2000 roku do listopada 2011 liczba zatrudnionych spadła o 400 tys., wyliczył niedawno Economic Policy Institute. Brak jednak dokładnych danych, jaki wpływ na spadek miało na przykład przenoszenie fabryk do Chin.