Polskie Forum HR zrzesza obecnie 19 agencji pracy tymczasowej, reprezentujących około 40 proc. rynku pośrednictwa między pracodawcą a pracownikiem. Ten typ zatrudnienia polega na tym, że jest się zatrudnionym przez agencję (to ona prowadzi m.in. teczkę pracownika, załatwia sprawy administracyjne), a ta deleguje go do pracy u różnych zleceniodawców. Jeżeli jest akurat dobry okres, firmy mają zlecenia, to pracuje się bez przerw. W gorszych okresach czeka się na kolejne zlecenie. W Polsce najczęściej zawiera się umowy na miesiąc lub mniej. Prawo pozwala, by w ciągu trzech lat pracować dla agencji nie więcej niż przez 18 miesięcy.
To bardzo korzystne rozwiązanie głównie dla przedsiębiorców, którzy nie są związani z zatrudnianymi tak pracownikami, mogą na bieżąco dostosowywać liczbę etatów do potrzeb. - Główne zalety to elastyczność zatrudnienia i dostęp do pracownika. Jeśli w jakiejś firmie dział personalny prowadzi jedna osoba, to nie zatrudni ona stu nowych osób w ciągu tygodnia, a czasem tak szybko trzeba zareagować, jeśli chce się dostać nowy kontrakt - mówi Agnieszka Bulik, szefowa zrzeszonej w Polskim Forum HR agencji Randstad.
Forum zapewnia, że pracownicy renomowanych agencji nie tracą na tym. Aż 88 proc. ich pracowników na umowy o pracę, a 12 proc. umowy cywilnoprawne. Bulik przyznaje jednak, że jest to największe pole do nadużyć - pracodawcy mogą wymuszać na agencjach, by dostarczały im pracowników na umowę-zlecenie. Jest to dla nich znacznie tańsze.
W 2010 roku obroty firm z Polskiego Forum HR wyniosły prawie 1,7 mld zł i było to o 47 proc. więcej niż w 2009 roku. Te należące do drugiej organizacji - Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia - miały łączne obroty na poziomie 900 mln zł. Łącznie rynek wart jest przynajmniej 2,5 mld zł. W tym roku ma urosnąć o kolejne 30 proc. - Mamy ponad 2 mln bezrobotnych. To są nasi potencjalni klienci - mówi Barbara Drabich z Forum.
- Firmy widzą, że sytuacja jest znacznie lepsza, że odbiliśmy się z kryzysowego dna. Ale nie chcą jeszcze wiązać się na stałe z pracownikiem, nie są pewne przyszłości, więc wolą sięgnąć po pracowników czasowych - wyjaśnia szefowa Randstad.
Gdy zliczyć liczbę godzin wypracowanych przez te osoby i przeliczyć na pełne etaty, to okaże się, że w IV kwartale pracowało około 100 tys. "czasowników". To niewielka część ogółu zatrudnionych. W 2009 r. dla Polski wskaźnik ten wynosił 0,44 proc., średnia europejska to 1,5 proc., a w Wielkiej Brytanii udział pracowników czasowych wynosi 3,56 proc.