Motodziennik

Niemcy szukają pracowników w łódzkich szkołach za euro

Marcin Markowski
23.05.2011 , aktualizacja: 22.05.2011 18:18
A A A Drukuj
Jest pierwsza firma z Niemiec, która szuka pracowników w łódzkich szkołach. Kusi mieszkaniami i wypłatami w euro. Mimo to z oferty chce skorzystać zaledwie garstka uczniów
Krzysztof Piątkowski- wiceprezydent Łodzi odpowiedzialny za oświatę
Fot. Fot . Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Krzysztof Piątkowski- wiceprezydent Łodzi odpowiedzialny za oświatę
Od 1 maja Polacy mogą pracować w Niemczech bez dodatkowych formalności. W Łodzi pojawiła się pierwsza oferta zaadresowana do uczniów - do tych, którzy w tym roku kończą zawodówki i technika. Profil? Bez znaczenia.

Pracę oferuje duża międzynarodowa firma z branży przetwórstwa tworzyw sztucznych. Kandydat powinien znać niemiecki w stopniu umożliwiającym komunikację i zgodzić się na przeprowadzkę do Niemiec na trzy lata. Tam będzie pracować, ale również dalej się uczyć. Jeden dzień w tygodniu spędzi w szkole, przysposabiając się do zawodu ślusarza narzędziowego. Firma nie wymaga doświadczenia! To istotne, bo absolwentom szkół właśnie z tego powodu ciężko znaleźć pracę nawet w Polsce. Niemiecka firma zapewnia za to zakwaterowanie, 25 dni urlopu i stypendium. A po trzech latach każdy, kto zdecyduje się wrócić do Łodzi, będzie mógł nadal pracować w tej samej firmie, tyle że w jej łódzkim zakładzie. Ile zarobi? W Niemczech od 730 do 830 euro miesięcznie. W Łodzi najlepsi od 3 do 4 tys. zł brutto.

Małgorzata Riabcew z łódzkiego oddziału Job Impulse - agencji, która szuka w łódzkich szkołach chętnych do pracy w Niemczech - wie, że kwota w euro nie rzuca na kolana, ale podkreśla, że ma starczyć przede wszystkim na jedzenie: - Szkoła w Niemczech jest bezpłatna. Firma pokrywa również koszty związane z mieszkaniem, a nawet refunduje przejazdy do Polski i z powrotem. Dwa razy w roku.

Rekrutacja rozpoczęła się w marcu. Oferta trafiła do szkół zawodowych w całym województwie, także do hufców i urzędów pracy. Efekt? - Niezadowalający - ocenia Riabcew. - Chce wyjechać około 20 osób, ale żadna nie zna niemieckiego.

Choć Job Impulse pukało do dziesiątek szkół, ofertę zaprezentowało tylko w kilkunastu. Większość mówiła, że spotkania nie mają sensu, bo wyjazd do Niemiec uczniów nie interesuje. - W pozostałych zauważyłam, że wcale nie chodzi o pieniądze - opowiada Riabcew. - Uczniów zniechęcało, że wyjazd jest aż na trzy lata i że nadal trzeba się uczyć. Wielu chce o szkole zapomnieć i wyjechać tylko po to, by zarabiać.

Niewiele lepszy był odzew z hufców i urzędów pracy. Najczęściej zgłaszały się osoby grubo po czterdziestce, a - jak już wiemy - pracodawcy zależy na osobach stojących na progu kariery zawodowej, gotowych godzić pracę z nauką. W dodatku ci starsi z reguły też nie znają niemieckiego.

Śladowe zainteresowanie dziwić właściwie nie powinno. W kwietniu pytaliśmy uczniów łódzkich zawodówek i techników, czy wyjadą do Niemiec. Odpowiedź: "W ostateczności. Nie znamy języka, lepiej być blisko rodziny i przyjaciół, najpierw poszukamy pracy w Łodzi".

Absolwenci klas gastronomicznych, informatycznych i budowlanych są pewni, że pracę w Łodzi znajdą, z pensją nawet 3 tys. zł na rękę. Powtórki z Anglii, do której przed laty wyjechały setki tysięcy Polaków, nie zapowiadał też raport Instytutu Spraw Publicznych. - Nie ruszymy do Niemiec, bo tylko kilka procent z nas potrafi się tam porozumieć - prognozował instytut. Rolę hamulcowych odegrały szkoły. - Nie zrobiłem spotkania z Job Impulse, bo miałem na głowie matury i wizytacje - mówi Ireneusz Mielczarek, dyrektor słynnego Zespołu Szkół Samochodowych przy ul. Prożka. - Poza tym sercem za takimi ofertami nie jestem. Niedawno szef salonu Toyoty błagał o podesłanie uczniów, bo pięciu pracowników uciekło mu na Zachód. Gdy inni też wyjadą, kto będzie pracować u nas? - pyta dyrektor.

Job Impulse nie poddaje się. - Oferta jest bardzo dobra - uważa Riabcew. - Zapewnia pracę także tym, którzy wrócą do Łodzi, a dziś rzadko kto daje taką gwarancję. Dlatego rozważana jest opcja wyjazdu z intensywną nauką niemieckiego, by mogli skorzystać chętni, dla których jedyną przeszkodą jest język.

Co na to miasto?

Co prawda samorządy dostają na szkoły rządową subwencję, ale sporo dopłacają. W dodatku Łódź cierpi na brak fachowców. - W Polsce kształcenie zawodowe, mimo przestarzałej bazy, ma wysoki poziom, co nasi niemieccy sąsiedzi docenili.

Niestety, nie mamy żadnych narzędzi, by takiemu zjawisku zapobiegać. Nie pozwala na to prawo polskie ani tym bardziej europejskie - ubolewa Krzysztof Piątkowski, wiceprezydent Łodzi ds. edukacji. Propozycję firmy z Niemiec nazywa kuszącą. - Najwyższy czas, by łódzcy pracodawcy intensywniej wspierali szkolnictwo zawodowe. Nie wystarczy już zapewnienie praktyk czy fundowanie nagród dla wyróżniających się uczniów. Warto rozważyć stypendia zobowiązujące do pracy u fundatora - podpowiada wiceprezydent, któremu nie podoba się również to, że takie spotkania organizowane są w szkołach. - To nie biura pośrednictwa pracy! - przypomina Piątkowski.

Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: listy@lodz.agora.pl



Zobacz więcej na temat:

Bądź na bieżąco, codziennie, za darmo i o stałej porze -

czytaj nasz newsletter!

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?

Zamów newsletter!