Motodziennik

Kto nam wybiera wakacyjne hiciory

Michał Stangret
13.06.2011 , aktualizacja: 14.06.2011 12:28
A A A Drukuj
Co roku w wakacyjnych kurortach my i nasze dzieci wariujemy na punkcie nowych gadżetów. Rok temu dziewczynki - od Międzyzdrojów po Krynicę Morską - biegały we fluorescencyjnych perukach. Wcześniej były żółto-zielone kwiatowe naszyjniki i łopatki z sikawką. Kto za tym wszystkim stoi?

fot. Roman Jocher / AG
Przeczytaj: Tak mogą wyglądać zakupy w przyszłości

Jerzy Łoziński to nie pierwszy lepszy handlarz. Ma sklepik z sezonowymi gadżetami w Kamieniu Pomorskim. A latem prowadzi dwa stoiska: w Dziwnówku i Pobierowie. Dzieli towar na pewniaki i hiciory. Do pierwszych zalicza np. latawce i dmuchawce (rzeczy na plażę) oraz "jajcarskie" artykuły dla dorosłych (np. koszulki z napisem "Sexy żona", bambusowe drapaczki do pleców, sztuczne gumowe piersi dla mężczyzn). Pewniaki nieźle idą co sezon. Co innego z hiciorami. - Hiciory objawiają się na początku lipca, kiedy nad morze zjeżdżają dzieciaki. Przychodzi do mnie jeden, drugi łepek i pyta czy mam to i to. Trzy, cztery takie pytania i wiem: to jest hicior. Wtedy objeżdżam hurtownie. I najczęściej to znajduję. Jeśli hicior chwyci, to w kilka tygodni można zarobić kilka tysięcy złotych - opowiada pan Jurek.

Nie wszystko może być hitem

Lato 2008 należało do piłeczek na gumkach i świecących diabelskich rogów, 2009 - do okularów z mrugającymi diodami i magicznych kuli (rozkładały się w powietrzu), 2010 - do pistoletów i mieczy puszczających bańki mydlane, Pet Shopów, Bakuganów oraz chustek hit-sezonu (było 9 wzorów - od opaski do czapki).

Przez stragany przy nadmorskich promenadach przewijają się tysiące gadżetów. Jak to się dzieje, że właśnie ten okazuje się mieć w sobie to coś?
1. Jakość nie ma znaczenia ("to jest rzecz która ma przetrwać dwa tygodnie" - tłumaczy pan Jurek - "gdy dzieciaki wrócą do domu i tak już peruki nie założą").
2. Cena ma znaczenie ogromne. Hicior musi być tani. - Droższy niż 15 zł nie złapie - mówi.
3. Hiciory muszą na siebie pracować. - Powtarzam pracownikom: chcesz sprzedać jojo, cały czas odbijaj jojo. Jak dzieciak widzi, że piłeczka jest fajna - świeci, obraca się - to matka musi to kupić.
4. Ale czasami sprzedawca może dwoić się i troić, i nic. - To hurtownicy potrafią przewidzieć, na co dzieciaki naciągną rodziców - mówi pan Jurek.

Dzwonimy więc do hurtowników. Kilka rozmów wystarcza, by przekonać się, że biorą to, co mają w zanadrzu importerzy chińskich zabawek. Większość importerów obsługuje hurtownie zabawek przez cały rok. Ale są takie, które sprowadzają towar tylko na wakacyjne stragany. - Niech pan wpisze w Google słowa kluczowe "Import zabawek bezpośrednio 4-5 zł". Tak najlepiej szukać importerów celujących w wakacyjne strzały - radzą nam w gdyńskiej hurtowni Tropic.

Skąd wiedzą co się sprzeda?

Mateusz Turek z Gazelo Toys, importer chińskich zabawek: - Nawet nie staramy się przewidywać co będzie hitem. To loteria. Kupujemy to, co oferuje nam chiński agent. Przed sezonem sprowadzamy miesięcznie 3-4 kontenery. W sumie oferujemy hurtowniom kilkaset artykułów. Coś musi chwycić - mówi.

Gdy na początku lipca hurtownicy dostają cynk, że dobrze sprzedaje się jakaś zabawka, na jej sprowadzenie jest już za późno. - Ściągnięcie kontenera chińszczyzny trwa miesiąc. W tym czasie hicior zwykle już się nudzi. Jeśli importer w to pójdzie, może się ugotować - tłumaczy Mateusz Turek.

Dlatego, aby mieć nowości wielu importerów czeka do ostatniej chwili z zamówieniem. - Szef właśnie pojechał do Chin poszerzyć asortyment. Zdążymy ściągnąć do Polski świeże hity na początek sezonu - mówi Ernest Szczeciński z poznańskiej firmy Max-Impex.

Tak jak inni, nie chce zdradzić jakie nowości szef wybierze z chińskiej oferty, która idzie w dziesiątki tysięcy różnych modeli zabawek. Wszyscy o swoich typach mówią niechętnie, boją się, że konkurencja podchwyci pomysły i sprowadzi ten sam towar.

Łukasz Ruciński z hurtowni "7&7" przyznaje, że importerzy zatrudniają fachowców, którzy doradzają im, co wybrać z chińszczyzny. - Oni od miesięcy dumają nad tym co się sprzeda, śledzili najnowsze bajki w kablówkach, sprawdzali czym bawią się ich bohaterowie. A teraz w kablówkach powtarzają np. odcinki Hanny Montany i "Ben 10". Założę się, że wszystko - ręczniki, piłki - byle z nadrukiem postaci z tych bajek, rozejdzie się w tym sezonie na pniu.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl



Bądź na bieżąco, codziennie, za darmo i o stałej porze -

czytaj nasz newsletter!

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?

Zamów newsletter!