Gazeta.pl > Pieniądze >  Archiwum

Polak na otwarciu hipermarketu: Dantejskie sceny, przepychanki i polowanie na promocje

mapi
26.08.2011
A A A Drukuj
Gigantyczne kilometrowe kolejki, przepychanki z ochroniarzami, desperackie próby szturmowania wejścia - tak wyglądało poniedziałkowe otwarcie 2000. sklepu sieci Biedronka w Łodzi. Ludzie dosłownie rzucili się na sklepowe półki, a największą popularnością cieszyły się 47-calowe telewizory Philips za 1499 zł, netbooki za 800 zł i rowery górskie za 149 zł.

Niestety, nie jest to nowość - Polacy lubią się tłoczyć przy okazji otwarcia nowego hipermarketu czy galerii handlowej. Kuszeni możliwościami kupienia atrakcyjnych towarów za bezcen pokazujemy swoje drugie, niekoniecznie chlubne oblicze. Zobaczcie, co się dzieje, gdy w mieście otwierają nowy hipermarket

Fot. Tomasz Kaminski / AG

Powodów może być wiele: tęsknota za PRL, gdzie wielokilometrowe kolejki były na porządku dziennym, chęć sprawdzenia własnych łokci czy poznanie nowych osób i zawiązanie przyjaźni, bo jednak kilka godzin stania obok siebie sprzyja nawiązywaniu nowych znajomości. Najważniejszy powód zawiera się chyba jednak w dwóch słowach: ''gratis'' i ''promocja'', bo Polacy uwielbiają dostawać rzeczy za darmo lub kupować po okazyjnych cenach (kto nie lubi?) nawet wtedy, jeśli nikt im takich prezentów nie obieca. A dla otrzymania gratisa jesteśmy w stanie dokonać wielkich poświęceń.

''Wśród tych, którzy przyszli na otwarcie największego toruńskiego marketu, dominowali emeryci. Czoło kolejki zaczęło się ustawiać jeszcze we wtorkowy wieczór. Jak powiedzieli nam ochroniarze, pierwsi chętni pojawili się około 22.00. - Słyszałam, że dla stu pierwszych będą prezenty - powiedziała naszemu reporterowi Janina Słodkowska z czołówki kolejki.

Inni kolejkowicze mówili nam, że przyciągnęły ich informacje o rewelacyjnych cenach. - Podobno są telewizory po 200 zł - mówił starszy mężczyzna z niecierpliwością przestępujący z nogi na nogę. Większość przyszła jednak "z ciekawości". I jak się okazało po otwarciu, ci ostatni mieli rację. Nie było ani prezentów, ani telewizorów po 200 zł. Dyżurujące przy przeszło 50 kasach panie doczekały się pierwszego klienta po około pięciu minutach. Mężczyzna, który stanął w kolejce o 8.30, kupił... gumę do żucia. Następni mieli już zapełnione kosze. - Normalne ceny towarów nie są specjalnie rewelacyjne, w toruńskich sklepach widziałem już niższe - powiedział nam jeden z klientów Marek Radtke. - Natomiast te promocyjne są rzeczywiście warte grzechu. No bo gdzie pan kupi piwo za 1,29 zł?'' - czytamy w relacji ''Gazety Wyborczej'' z otwarcia hipermarketu Geant w Toruniu we wrześniu 1999 roku.

Zobacz więcej na temat:

    Skomentuj:
    Zaloguj się

    Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX