Shotbary z tanią wódkę zalewają Polskę, ale... "psują rynek, nie przynoszą zysku"

Jakub Wątor
18.05.2013 , aktualizacja: 20.05.2013 09:57
A A A Drukuj
Kieliszki do wódki

Kieliszki do wódki (Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

- Na poznańskim Rynku sześć lokali jest do wzięcia od ręki, bo wykończyły je shotbary - mówi jeden z restauratorów. Lokale z setą i lornetą stały się obowiązkowym punktem imprezy ludzi w całej Polsce, ale czy nie doszły już do momentu krytycznego, z którego droga wiedzie tylko w dół?
- Ludzie przychodzą do nas falami. Najpierw około godziny 22, by rozgrzać się przed imprezą. Koło północy alkohol już z nich wychodzi, więc z dyskoteki przychodzą do nas się napić i znów wracają na parkiet. W końcu koło 3-4 nad ranem pojawiają się, by się dobić - mówi Iga Fortuna, barmanka z kieleckiego shotbaru Przystanek.

Otwarto go w październiku i jest pierwszym tego typu lokalem w województwie świętokrzyskim. Można bowiem tu także zjeść bigos, żurek, śledzika czy pajdę ze smalcem. Jak większość shotbarów, w Przystanku wódka jest bardzo tania. Za 3 zł wypijemy kieliszek o pojemności 30 ml, za 4 zł - 50 ml.

"W Polskę idziemy...

... drodzy panowie, w Polskę idziemy, nim pierwsza seta zaszumi w głowie, drugą pijemy (...) Świat jak nam wisiał, tak teraz nie jest nam wszystko jedno, śledziem się przeje, kumpel się śmieje, dziewczyny bledną" - śpiewał już 40 lat temu Wiesław Gołas na opolskim festiwalu. Dla shotbarów ta piosenka mogłaby być hymnem.

Zaczęło się w 2006 roku od Przekąsek Zakąsek na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Lokal, w którym na stojąco piło się kieliszek wódki na rozgrzewkę przed imprezą lub tuż po niej na dobicie, zyskał wielką popularność. Pochlebnie wypowiadali się o nim celebryci w mediach, a do Przekąsek gnały tłumy. W ślad za pomysłodawcą tej knajpy Adamem Gesslerem poszli kolejni. Dziś takich miejsc są dziesiątki. W Krakowie między innymi BaniaLuka i Ambasada Śledzia, we Wrocławiu - Setka, Łubu Dubu.

Pojawiły się też pierwsze sieciówki. Największa - Pijalnia Wódki i Piwa - należy do Mex Polska i ma obecnie dziewięć lokali w kraju. Ich konkurencja - Meta Seta Galareta - otworzyła na razie pięć shotbarów.

Shotbar jest jak dyskont

Piotr Mikołajczyk, wiceprezes Mex Polska, popularności shotbarów upatruje w ich taniej ofercie: - Stać na to nawet większość młodych ludzi. Gdy wszyscy oszczędzają, tnie się na przyjemnościach restauracyjnych czy kinowych, to idzie się do shotbaru. To trochę tak, jak chodzenie do dyskontów zamiast do dobrych sklepów.

Zaznacza jednak, że - choć coraz popularniejszy - to wcale łatwy biznes nie jest. Wszystko przez skojarzenia z PRL-em i pijaństwem. - Ten PRL to obosieczna broń. Młodzi uznają to za kultowe klimaty, ale starsi nie chcą chodzić do knajp przypominających tamte czasy. Wolą mieć spokój i nie lubią młodzieży pod naszymi lokalami - wyjaśnia Piotr Mikołajczyk.

Iga Fortuna z kieleckiego Przystanku zaprzecza: - Na początku byłam zdziwiona, ale teraz już przyzwyczaiłam się do tego, że naszymi klientami są nie tylko studenci, ale też osoby starsze. Przychodzą panowie po 50, 60 lat, pod krawatem i miło spędzają tu czas.

Właściciele pijalń nie wyrobią

Osobą, która z czystym sumieniem i spojrzeniem z dwóch stron może wypowiadać się o sytuacji shotbarów, jest Marek Bielewicz. Na poznańskim Starym Rynku 62 prowadzi bowiem Bellview, które jest restauracją, klubem i pubem w jednym. Nieopodal, na ulicy Koziej, przez kilka ostatnich miesięcy miał z kolei Shot Spot Bar. I ocenia wprost: - Ten trend idzie w złym kierunku, shotbary psują rynek. Wokół samego ratusza w Poznaniu jest ich cztery czy pięć. Za moment będzie ich więcej niż zwykłych knajp czy restauracji. Na poznańskim Rynku do wzięcia od ręki jest już sześć lokali, bo dzierżawiący je restauratorzy już nie wyrabiają przez shotbary.

Problem widzi w cenach w pijalniach, bo jeśli klient chce na mieście wypić kilka kieliszków, poczuć szmer w głowie i odreagować stresy, zawsze wybierze tańszą opcję.

Z drugiej strony poznański restaurator zaznacza, że tego typu lokale wcale nie są rentowne. - Znajomi z innych pijalni mówią: myśleliśmy, że miesięcznie sprzedamy tira wódki, a nie możemy. Za moment shotbary będą padały i właścicielom braknie alternatywy i pieniędzy na kolejne obniżki cen, zmiany wnętrz, personelu i na wszystkie sztuczki marketingowe - ocenia Bielewicz. I proponuje prosty rachunek: ile kartonów wódki trzeba miesięcznie sprzedać przy cenie 3,99 zł za 40 ml, żeby opłacić personel, podatki, rachunki, kuchnię i jeszcze wyjść na plus?

Czy shoty się wyleją?

Co będzie dalej z shotbarami? - Jeśli o nas chodzi, to jeszcze w tym roku otworzymy kolejną Pijalnię Wódki i Piwa w Krakowie, co do konkurencji to Meta Seta Galareta właśnie zaczyna być siecią i jeśli nie mają doświadczenia, to będzie im niezwykle ciężko się utrzymać, bo natrafią na wiele nowych przeszkód - mówi Piotr Mikołajczyk, wiceprezes Mex Polska.

- Zamknąłem Shot Spot, bo sam sobie strzelałem w kolano. To ewidentnie nie ma sensu. Fajnie, jeśli jest jedna taka pijalnia z setą i lornetą, bo dodaje kolorytu miastu. Ale gdy jest ich za dużo, tracą i one, i inne lokale - mówi z kolei Marek Bielewicz.

ZOBACZ TAKŻE

Bądź na bieżąco, codziennie, za darmo i o stałej porze -

czytaj nasz newsletter!

Skomentuj:

Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX