Wkrótce święta. Niektóre banki już zaczęły, inne w najbliższym czasie pewnie zaczną nas bombardować reklamami kredytów. Sądząc po kampaniach z ostatnich lat, również i w tym roku należy się spodziewać, że będą promować głównie klasyczne kredyty gotówkowe.
Dlaczego? Bo świetnie na nich zarabiają. Oprocentowanie większości pożyczek na dowolny cel znacznie przekracza 15 proc. Oprócz tego zwykle trzeba zapłacić prowizję oraz - coraz częściej - ubezpieczenie kredytu.
Jeżeli już musisz wziąć kredyt, nie zaszkodzi przyjrzeć się alternatywie dla kredytu gotówkowego. Zamiast niego kredyt możesz wziąć w formie tzw. limitu kredytowego w rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowym (limit w ROR).
Mimo że w ofercie banków takie kredyty znajdują się od kilkunastu lat, nadal są mało popularne. Z danych NBP wynika, że na koniec października Polacy z tytułu kredytów konsumpcyjnych byli winni bankom ok. 140 mld zł, w tym wartość kredytów w kontach osobistych stanowiła zaledwie 12,3 mld zł. Bardziej jesteśmy zadłużeni na kartach kredytowych.
Jak działa limit Czym limit w ROR różni się od kredytu gotówkowego? Prawie wszystkim: sposobem wypłaty, spłaty i naliczania odsetek. Klasyczny kredyt gotówkowy bank wypłaca na wskazane konto (można poprosić o wypłatę w gotówce), po czym co miesiąc spłaca się go w określonych ratach kapitałowo-odsetkowych.
By dostać limit w ROR - jak sama nazwa wskazuje - musisz mieć konto w banku (przy kredytach gotówkowych nie ma takiego wymogu, konto można mieć w jednym banku, po kredyt pójść do innego). Limit kredytowy przelewany jest na konto osobiste - pieniądze powiększają dostępne środki.
Pokażmy to na przykładzie. Załóżmy, że na twoim koncie leży 100 zł, a potrzebujesz dodatkowo 500 zł. Jeśli bank udzieli ci kredytu, po podpisaniu umowy pieniądze trafią - pomniejszone o prowizję (załóżmy, że 50 zł) - na twój rachunek. Do dyspozycji będziesz więc miał 550 zł (twoje 100 zł plus kredyt 500 zł minus prowizja 50 zł).
W tym momencie - oprócz prowizji - nic jeszcze za kredyt nie płacisz, bo odsetki bank będzie naliczał dopiero wtedy, gdy z kredytu zaczniesz korzystać. Załóżmy, że wypłacasz z konta np. 200 zł. Do wykorzystania zostanie ci już tylko 350 zł, ale właśnie w tym momencie zaczynasz korzystać ze 150 zł kredytu. Od tej chwili bank zacznie naliczać odsetki, ale tylko od kwoty 150 zł, i tylko za okres korzystania z limitu. Jeżeli np. za 30 dni na twoje konto wpadnie co najmniej 150 zł (w pewnym sensie spłacisz kredyt), bank przestanie naliczać odsetki. Policzy je tylko od kwoty 150 zł i tylko za 30 dni.
Po każdym wpływie na konto, np. pensji, limit się automatycznie odnawia i możesz po niego ponownie sięgnąć. Dlatego takie kredyty nazywane są też "odnawialnymi".
Taniej niż gotówkowy Jeżeli szukasz pożyczki na dowolny cel, nie zaszkodzi więc najpierw sprawdzić, jaki limit i na jakich warunkach może zaproponować ci twój bank. Ile kosztuje kredyt w ROR?
Zacznijmy od prowizji. Banki pobierają ją z góry za udostępnienie limitu na rok. Wyjątkiem jest Getin Bank, który bierze 0,25 proc. (nie mniej niż 2 zł) miesięcznie. Prowizji nie płacą klienci banków Citi Handlowy i Millennium. W pozostałych bankach stawki zaczynają się od 1 proc. kwoty kredytu. Tyle bierze np. BOŚ Bank (nie mniej niż 30 zł) i Pekao (nie mniej niż 50 zł). Z kolei klienci Banku BPH nie płacą prowizji, jeśli kwota limitu nie przekracza 2,5 lub 5 tys. zł.
Często warunki kredytowania zależą od rodzaju posiadanego konta. W PKO BP z przywileju niepłacenia prowizji mogą korzystać posiadacze prestiżowych - złotych i platynowych - rachunków (kredyt do 10 tys. zł).
W Kredyt Banku z prowizji zwolnieni są właściciele trzech rachunków (profil Aktywny, Ambitny, Zdobywcy), ale ci, którzy korzystają z pakietów Ekstrakonto, płacą nawet 5 proc. (limit do 1 tys. zł).
Poniżej 10 procent Prowizję płaci się za to, że bank udostępnia limit na rok. Co dalej? Prawie wszystkie banki automatycznie przedłużają kredyt na kolejne 12 miesięcy. Credit Agricole (dawniej
Lukas Bank) i Nordea Bank nie odnowią limitu osobom, które nie są zatrudnione na czas nieokreślony.
Ale nie ma nic za darmo. Za to, że bank przedłuża umowę na kolejny roczny okres, znowu musisz zapłacić prowizję. Ile? Zazwyczaj tyle samo lub niewiele mniej niż w momencie przyznawania kredytu. Np. w Banku Pocztowym prowizja za udzielenie limitu wynosi 2 proc. (min. 25 zł), a za przedłużenie 1,5 proc. (min. 25 zł). Citi Handlowy i Millennium, które aktualnie nie biorą prowizji za przyznanie limitu, wezmą ją za jego przedłużenie (Citi - 1 lub 1,75 proc. w zależności od rachunku, Millennium - 1 proc., minimum 50 zł).
Ale podstawowy koszt korzystania z limitu to odsetki. Ich wysokość zależy od tego, jak często wykorzystujesz limit, w jakiej wysokości i oczywiście od tego, jakie jest jego oprocentowanie.
Stawki są bardzo różne, podobnie jak w przypadku prowizji często zależą od rodzaju posiadanego konta osobistego czy wysokości przyznanego limitu (szczegóły w załączonej tabeli). W większości banków (przeanalizowaliśmy 22 oferty) górna granica oprocentowania limitów kończy się na 15-17 proc. w skali roku, co często jest punktem wyjścia w przypadku standardowych kredytów gotówkowych.